12 lutego 2016

Jak udało mi się wrócić do zdrowego stylu życia


Od kiedy zaniedbałam treningi i przeszłam na "złą stronę odżywiania" w okolicach września ubiegłego roku, wielokrotnie obiecywałam sobie, że "od dzisiaj" (na szczęście "odjutronizm" mnie nie dotyczy) wracam na dobre tory. I wracałam - na parę godzin, dzień albo kilka dni, dopóki z sałatką nie wygrała pizza, a z siłownią leżenie i gapienie się w ekran komputera. Na blogu i blogowych kanałach social media też parokrotnie zapowiadałam spektakularny wielki powrót, który krótko potem okazywał się spektakularną wielką porażką, co zresztą możecie zauważyć na wrzuconych poniżej screenach z aplikacji, w której zapisuję swoje treningi.



Od 2 tygodni chodzę na siłownię regularnie i mimo tego krótkiego okresu wiem, że tym razem to powrót na stałe. Wiecie, co mnie zmotywowało? Waga. Nie mam jej w domu, bo od paru ładnych lat się nie ważę i nie jest to w żadnej mierze wyznacznikiem mojego progresu (czy też regresu). Ale widząc się codziennie w lustrze, nie zauważyłam tego, co powiedział mi wydruk z siłownianej Tanity - wzrost wieku metabolicznego (był wyższy niż mój własny wiek!), wzrost poziomu tkanki tłuszczowej i w końcu wzrost samej wagi, która obecnie jest najwyższa w moim życiu i nawet mój mąż nie wie, ile wynosi :P Zdecydowanie nie jest to coś, czym chciałabym się chwalić.
Waga i pomiary składu ciała były więc dla mnie taką największą motywacją jeśli chodzi o powrót na dobre tory.

Ale to dobra motywacja na początek, dająca pierwszego kopa, na którym daleko nie polecimy. Żeby mieć więcej poweru i chęci robienia treningów, postanowiłam publikować na Instagramie zdjęcia z każdego odbytego workoutu. Taka świadomość, że prawie 2000 osób widzi, czy dziś trenowałam, czy nie, nawet jeśli mało ich to obchodzi, dodaje motywacji żeby jednak ruszyć ten tyłek z kanapy, spakować legginsy i pobawić się kilkadziesiąt minut w przerzucanie ciężarów :)
Nie martwcie się jednak, nie będę już spamować zdjęciami z treningów 6 razy w tygodniu ;)

Teraz z wagą i pomiarami jest u mnie coraz lepiej i właściwie to mogłabym okrzyknąć luty miesiącem siłowni i na nim poprzestać. Ale nie. Postawiłam sobie wyzwanie. Mam sporą wiedzę, znam swój organizm jak nikt inny i osiągnęłam już najwyższą wagę w moim życiu. Czas na formę życia! Nie wiem, czy osiągnę ją do wiosny, do końca roku czy za dwa lata, ale osiągnę na pewno. Plan treningowy już mam i go realizuję. Dieta in progress :)

Na koniec motywacja dla mnie, ale może i Was zainspiruję. Chcę znów wyglądać co najmniej tak samo dobrze w tym stroju. I będę!



Kto jest ze mną? :)

1 komentarz:

  1. Patrząc na to jak wyglądasz aktualnie w ubraniach podejrzewam, że tak samo dobrze wyglądasz w tym stroju. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama