22 maja 2015

Ziołowy parapet - czy warto?


Już jakiś czas temu pokazywałam Wam w Fototygodniu mój parapet z ziołami. Od zawsze wiedziałam, że stworzę coś takiego, kiedy będę mieszkać w końcu "na swoim", więc po wyprowadzce z domu rodzinnego wzięłam się do roboty. Obecnie w mojej "kolekcji" znajdują się kolendra, pietruszka naciowa, rozmaryn, mięta, bazylia oraz młode, zasiane przeze mnie, oregano, tymianek i bazylia cytrynowa. I sałata masłowa, ale tej jednak do ziół daleko ;)

Choć od zakupienia mojej pierwszej rośliny minęło zaledwie 1,5 miesiąca, wiem że pomysłem stworzenia domowego zielnika otarłam się o genialność (cytując mojego wykładowcę od karnego ;)). I przy okazji zaliczyłam chyba wszystkie możliwe klęski żywiołowe. Niedoświetlenie, prześwietlenie, przelanie, przesuszenie, gnicie, pleśnienie korzeni, a obecnie jestem w końcowej fazie zwalczania mszyc. Sporo tego, ale najszybciej uczę się na błędach i powoli wyprowadzam mój "ogródek" na prostą.

Wracając do pytania tytułowego - jak najbardziej warto uprawiać swoje zioła!
Po pierwsze, zielony parapet wygląda o wiele lepiej niż biały, marmurowy, granitowy czy jakikolwiek inny. Zioła nadają kuchni domowego charakteru i ją ożywiają.
Po drugie, w każdej chwili mamy pod ręką to, co akurat jest nam potrzebne. Koktajl pietruszkowy o 6 rano? Żaden problem! Twarożek ze szczypiorkiem w środku nocy? Dwa kroki w jedną i drugą stronę i zieleninę masz na desce do krojenia. Niesamowita wygoda! W każdej chwili możesz dodać miętę do drinka czy zrobić bazyliowe pesto bez robienia rundki po sklepach w poszukiwaniu świeżych liści.
Po trzecie, wiesz co jesz. Nigdy nie będziesz mieć 100% pewności co do tego, czy pęk koperku/pietruszki/szczypiorku kupiony na targu nie miał styczności z pestycydami, choćby straganowa babcia stawiała na to swoją rękę. Rośliny, które uprawiasz w domu, nawozisz i opryskujesz (lub nie) tylko tym, na co sam się zdecydujesz. Mnie udało się pozbyć mszyc mlekiem i wywarem z czosnku. Myślisz, że osoby uprawiające zioła na skalę przemysłową bawiłyby się w coś takiego? ;)
Po czwarte, rośliny to tlen i wiedzą o tym już dzieci w podstawówce. Im więcej ich w mieszkaniu - tym lepiej. Odświeżają więc nie tylko wygląd pomieszczenia, ale i powietrze. A część z nich (np. bazylia czy mięta) ma tak intensywny zapach, że mogą spokojnie zastąpić odświeżacze powietrza.

Jedynym minusem jest fakt, że zioła to nie kaktusy i potrzebują one znacznie więcej uwagi. Wśród tego, co zaobserwowałam na moim parapecie, najwięcej uwagi wymaga mięta, którą podlewam co 1-2 dni. Zdarzyło mi się ją przesuszyć, ale na szczęście jest dość wytrwała i lekko zwiędnięta po podlaniu powraca do swojej pierwotnej formy; podobnie sprawa ma się z bazylią. O wiele mniej szczęścia ma kolendra czy pietruszka, które początkowo wręcz marniały w oczach. Są stosunkowo delikatne i naprawdę łatwo o ich przelanie czy przesuszenie, ale kiedy doszłam do wprawy, odwdzięczyły się pięknymi zielonymi koronami.

Podsumowując, stworzenie takiego zielonego kącika w kuchni było świetnym pomysłem. Przy okazji po raz kolejny odezwał się mój zmysł ogrodniczy (chyba mam to po babci ;)) i planuję założenie mchowego mini-terrarium i domowego "skalniaka" z lithopsami i kaktusami uprawianymi od nasionek. Trzymajcie kciuki za powodzenie akcji ;)

Na koniec kilka zdjęć mojej "kolekcji":









Co Wy sądzicie o uprawie ziół w domowym zaciszu? Macie swoje zielone kąciki w kuchni, czy może dopiero planujecie ich założenie? 

24 komentarze:

  1. ostro, nie wiedziałam, że tym się można pozbyć mszyc - ostatnio na stancji przez to pozbyłyśmy się ze współlokatorką ogródka, to był dramat.
    to może się damy namówić raz jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no właśnie, to nie kaktusy i potrzebują sporo uwagi :)

    moje dotychczasowe zieleniny niestety nie miały u mnie za dobrze, dlatego zrezygnowałam z ich uprawiania :(

    OdpowiedzUsuń
  3. ja jak zawsze zaczynałam sadzić zioła samemu kończyło się na tym, że nic nie rosło haha

    OdpowiedzUsuń
  4. studentka zarządzania23 maja 2015 17:54

    Super pomysł! :) Jeszcze nie dorobiłam się zielnika na oknie, ale za to za oknem mam całą ogródek tylko dla siebie- bez żadnej chemii :)
    Obserwuję i zapraszam na urodzinowe rozdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero jestem w trakcie planowania ziołowego parapetu. Jedyne co mnie zniechęca - zioła to nie kaktusy. No właśnie, a przy mnie to tylko kaktusy potrafią przeżyć. Mimo wszystko spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nebeskaa Natalia24 maja 2015 21:05

    moja mama się wczuła i posadziła na balkonie kwiaty, czosnek, miętę, pomidorki i w ogóle kilka innych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę cierpliwości, ja niestety zabijam wszystkie roślinki, nawet kaktusy. A jak ja ich cudem nie wykończę to mój kot bardzo szybko naprawi ten błąd. Na szczęście teściowa ma swój zielony kącik i chętnie się dzieli :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ piękny, pozytywny blog! Również jestem fanką domowego "ogródka" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie zainspirowałaś mnie do stoczenia jeszcze jednej wojny z miętą. Bo też miętę kocham, w szejkach, w kawie, herbacie, w sałatce, ... no we wszystkim. Tymczasem moje dotychczasowe próby hodowania jej w doniczce spełzły na niczym :^( Ale może tym razem się uda!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrowa Zdrowa26 maja 2015 14:55

    Zielony parapet uwielbiam :) Nie tylko pięknie wygląda, ale zawsze mam pewność, że będę miała świeże zioła do posiłku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I zdrowe przede wszystkim :) Bez nawozów, pestycydów, środków grzybo-, bakterio-, pleśnio- i owadobójczych czy spalin samochodów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mięta jest bardzo prosta w uprawie! :) Przy niej właściwie niczego nie musiałam się uczyć, wystarczy podlać ją raz na 1-2 dni i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję bardzo! :)
    Domowe i przydomowe ogródki to naprawdę świetna sprawa. Wiemy co jemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze mieć taką teściową :D Ja zawsze mogę skubnąć trochę od rodziców, którzy mają ogródek pod domem albo od babci, ale gdzie nie sięgnąć, to ponad 100 km odległości i w środku nocy nie dostanę mięty ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. O proszę! :D To fajnie masz :) Mi parapetów już brakuje, a też pomidorki chciałam :( I paprykę...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli nie wyjeżdżasz na długo, to dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super :) W moim domu rodzinnym też miałam taki ogródek za oknem, teraz niestety nie mam możliwości...

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzeba uważnie obserwować, co dzieje się w doniczce, dbać o światło, wodę... Wtedy wszystko rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Człowiek uczy się na błędach ;) Ja też prawie straciłam kolendrę, ale w końcu doszłam do tego, czego jej brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Próbujcie, próbujcie :) Skoro już go miałyście przez jakiś czas, to wiecie, że to fajna sprawa :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  21. To ja miałam kataklizmy: odpadanie liści, żółknięcie, usychanie i właśnie te nieszczęsne mszyce.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mszyce na mięcie? Podobno nie lubią one jej zapachu, więc to dziwne... U mnie mszyce były na pietruszce, kolendrze i sałacie.
    A opadanie i żółknięcie liści to pewnie przez zbyt rzadkie podlewanie ;) Ewentualnie kupiłaś już przesuszoną roślinę. Ja, kiedy widzę, że liście zaczynają więdnąć, wlewam sporo wody do doniczki i mięta zawsze odżywa.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja zaczęłam od bazylii, bo od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie bez niej życia. Może wkrótce skuszę się na więcej :D
    Zapraszam na mojego bloga o sportowym stylu życia :)
    http://trocheruchu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Muszę się w końcu zmobilizować, bo zawsze brakuje mi mięty do wody :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama