15 kwietnia 2015

Tarta cytrynowa


Kiedy wrzuciłam na instagrama zdjęcie książki "Cukiernia Lidla" z przepisami Pawła Małeckiego, poprosiliście mnie o wrzucanie zdrowszych przepisów proponowanych deserów. Na pierwszy ogień poszła cytrynowa tarta, którą planowałam zrobić na wiosenny piknik ze znajomymi, ale w związku z tym, że pogoda popsuła nam plany, jej przygotowanie nieco przesunęło się w czasie.
Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, i przy okazji jednego z weekendów stanęłam w szranki do pojedynku ja vs. tarta. A tart robić nie lubię. Nigdy nie udaje mi się rozwałkować ciasta, zawsze kończy się na tym, że formę po prostu wyklejam. I zawsze mi wychodzi ;)

Przygotowanie tej tarty wymaga trochę czasu. Samo pieczenie zajmuje ponad 40 minut, do tego ubijanie, mieszanie, gotowanie kremu... I okazuje się, że 2 godziny z dnia mamy wyjęte. Mimo wszystko naprawdę warto ją przyrządzić. Nie usłyszałam na jej temat żadnej negatywnie nacechowanej opinii, a wręcz przeciwnie - każdy, kto jej próbował, był zachwycony :)


Składniki

  • 140 g masła,
  • 100 g mąki kukurydzianej,
  • 120 g mąki żytniej,
  • 5 jajek,
  • 70 g ksylitolu,
  • słodzik (stewia, ksylitol, erytrytol lub jakikolwiek inny) odpowiadający 100 g cukru,
  • 1 cytryna,
  • 100 ml śmietanki 30%.

Przygotowanie

Z mąki, 110 g masła, 2 żółtek, skórki z połowy cytryny i odpowiednika 60 g cukru (u mnie stewia z erytrytolem) zagniotłam ciasto, które schowałam do lodówki. Najlepiej dać mu około godziny, moje leżało przez całą noc.
Po wyjęciu z lodówki wykleiłam nim formę do tarty (jeśli dacie radę - rozwałkowanie mile widziane), nakłułam spód widelcem i piekłam 18 minut w temperaturze 180 stopni Celsjusza.

Z 3 jajek, śmietanki, odpowiednika 40 g cukru i otartej z drugiej połowy cytryny skórki ugotowałam krem. Zdjęłam go z palnika w momencie, kiedy zaczynał gęstnieć, po czym dodałam 30 g masła i sok z całej cytryny. Dokładnie wymieszałam.
Po lekkim przestudzeniu wylałam krem na ciasto i zapiekałam w temperaturze 165 stopni Celsjusza przez 20 minut.

Z 2 białek i 70 g ksylitolu ubiłam pianę (niestety nie sztywną, nie miałam tyle czasu i cierpliwości) na bezę, wyłożyłam ją na zapieczony krem i piekłam przez 7 minut w 200 stopniach Celsjusza z włączoną górną grzałką.


Po ostygnięciu ciasto jest gotowe. Jedynym jego minusem jest to, że znika szybciej, niż się je robi ;)

Jakie są Wasze ulubione tarty? Robicie je częściej w wersji słodkiej czy słonej?

8 komentarzy:

  1. Rozumiem, ze do kremu dodajemy smietanke? Jaja cale? Jak nie zrobic z tego jajecznicy? Jestem zielona :D

    OdpowiedzUsuń
  2. jakoś nigdy nie przepadałam za takimi ciastami, ale skoro polecasz... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojj tarty to ja uwielbiam, a ta wygląda znakomicie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiktoria naurode.pl16 kwietnia 2015 15:52

    Cudny przepis! Połączenie z cytrynowym kremem brzmi przekonywująco :) chyba wykorzystam w weekend!
    tak poza tym jakiego słodzika używasz? ja ciągle testuje i zastanawiam się który jest najzdrowszy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak napisałam w przepisie - stewia z erytrytolem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale też nie zmuszam :) Jeśli nie lubisz tart, to ta pewnie też Ci się nie spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak. Zapomniałam o niej napisać ;)
    Mały ogień i ciągłe mieszanie (najlepiej rózgą). Ja robiłam to pierwszy raz i nawet nie zaczynało przypominać jajecznicy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama