8 lutego 2015

Fototydzień 02.02. - 08.02.2015r.

Kolejny mega intensywny tydzień za mną. Widać to przede wszystkim po mojej absencji na blogu i w SM. Niestety wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie niewiele się pod tym względem zmieni, choć będę się starała napisać więcej niż 2 posty tygodniowo ;)

Fotomenu tradycyjnie na początku dla zaostrzenia apetytów ;)
1. Baton z suszonych owoców z naprawdę fajnym składem!
2. Chleb żytni na zakwasie z masłem, sałatą, jajkiem sadzonym, łososiem i szczypiorkiem.
3. Marchewkowy omlet z jogurtem i nashi.

W końcu "nadejszła wiekopomna chwila" i postawiłam swoje pierwsze kroki na siłowni ;) Co prawda mieliśmy tam iść razem z narzeczonym w poniedziałek, ale niedziela jest równie dobrym dniem.
Stęskniłam się za ciężarami!

Żeby tylko odwlec dzień kupienia karnetu, TŻ stosował różne sztuczki - łącznie z propozycją zakupów w Decathlonie. Sama nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam, ale na zdjęciu są namacalne dowody ;)

Przy okazji odwiedziliśmy też Auchan, w którym zaopatrzyliśmy się hurtowo w (głównie) węgle :D Na zdjęciu otręby gryczane, makaron ryżowy, ryż brązowy i soja.

W czwartek zabookowaliśmy też salę na wesele. Nie ma odwrotu ;)

Czas na coś śmiesznego! Obiecałam mojej M., że będzie jedną z bohaterek anegdotek i tak się stanie ;)

Siedzimy w pracy. M. rozmawia przez telefon ze swoim TŻ, który z zalecenia lekarza stara się zdrowo odżywiać. Kończy.
Ja: I co tam?
M: Idzie sobie ryż gotować.
Ja: Szaleje chłopak.
M: No, lepiej ryż niż jakieś g*wno.
... Zdecydowanie :D

***
Nienawidzę, kiedy mój narzeczony ma nieogoloną twarz. Jak tylko dojrzę cień zarostu, wiercę mu dziurę w brzuchu, żeby odkurzył golarkę. Dialog z tego tygodnia.
Ja: Wiesz co teraz zrobisz? Pójdziesz do łazienki...
: Przecież nie jestem aż tak bardzo zarośnięty.
Ja: Już 2 dni się nie goliłeś!
: Jakie 2 dni? Wczoraj się goliłem. (naprawdę przekonującym tonem, jakby sam w to wierzył :P)
Ja: Nie, nie goliłeś się wczoraj.
: (myśli, 15 sekund mija...) No dobra, wczoraj nie.

***
Siedzimy w domu. Na stole leży m.in. karta TŻ, którą zazwyczaj noszę ze sobą na wypadek większych wydatków, a której po ostatnich porządkach nie schowałam do portfela.
: Kochanie, ty to bierz i noś, bo później są problemy... Trzeba wychodzić z domu.
Taki tam aktywny tryb życia :P

13 komentarzy:

  1. Co do zarostu to mam to samo :D Nienawidzę kiedy mój luby jest nieogolony :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam tak samo z moim mezem, nienawidzi sie golic, a ja nie znosze zarostu i zawsze trwaja negocjacje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałam sprawdzić w google co oznacza ten TŻ...haha ale nazwa :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu tylko karnet do Activa? Uciekaj stamtąd - jak miałam multisporta chodziłam trochę i dramat był, owszem wiem że karnety tanie, ale mnóstwo ludzi, często brudno, małe szatnie, sprzęt ciasno ustawiony i brak środków do czyszczenia sprzętu, zajęcia fitnessowe strasznie schematycznie i powtarzalnie prowadzone, dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam kilka pozytywnych opinii od znajomych i na początek sprawdzamy właśnie Active. Po pierwszym dniu nie jest tragicznie (choć dobrze też nie). Fakt, szatnie małe, ale tłumy były tylko 10 minut przed rozpoczęciem zajęć ;) Akurat na nich mi nie zależy, więc ta schematyczność mi nie przeszkadza ani trochę.

    Sala z wolnymi ciężarami jest w miarę ok, chociaż jak na ilość gryfów, to brakuje kilku zacisków i strasznie mało tam talerzy.
    A chodzisz gdzieś teraz? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już się do tego skrótu przyzwyczaiłam, ale na początku też śmiać mi się chciało :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Negocjacje? Ładnie to nazwałaś :D Na pewno zawsze ich wynikiem jest jakiś KOMPROMIS :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że nie jestem sama :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam uwielbiam męski zarost :D Dobrze wybrałaś, że poszłaś na siłownię :) Trzymam kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  10. Enka Poźniak8 lutego 2015 22:35

    haha genialne te wasze rozmówki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aktualnie czekam na Multisporta, bo od marca znów będę jego szczęśliwą posiadaczką :) Ja z kolei głównie na fitnessy chodzę, a pod tym względem dobrych instruktorów Calypso ma, ale z kolei nie wiem czy bez multi bym tam chodziła, bo ceny dla mnie już za wysoki. Chcę wypróbować fitnesspoint w Turzynie, bo nowe miejsca kuszą zawsze tym, że wszystko czyste, nowe, sprzętu sporo i początkowo ludzi za dużo nie ma :) z tym że ja bardziej na zajęcia grupowe, a pod tym względem raczej sobie upatruję instruktorów niż kluby i sobie do instruktorów różnych chodzę, ale to z multi tak można :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nebeskaa Natalia9 lutego 2015 14:58

    powodzenia na siłowni :) chodzę od czasu do czasu, ale jakoś wolę treningi w domowym zaciszu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sala wydaje się super:) Nie macie już odwrotu :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama