30 listopada 2014

Fototydzień 24.11. - 30.11.2014r.


Ubiegły tydzień upłynął mi pod znakiem przeziębienia. Zaczęło się od zapalenia gardła we wtorek, a od przedwczoraj smarkam na potęgę. Chociaż nie, w sumie nie jest tak źle, jak zazwyczaj bywało. Obyło się bez gorączki, dreszczy i w sumie tylko jeden dzień przeleżałam w łóżku. Dziś był drugi, ale to bardziej z lenistwa ;) Aczkolwiek dzień jeszcze się nie skończył i jakiś trening na pewno będzie.
Ubolewam tylko nad tym, że z biegania nici i to jeszcze przez co najmniej kilka dni... Nie potrafię i nie lubię biegać z zatkanym nosem, a inhalacje działają tylko doraźnie. Całe szczęście, że przywiozłam z domu kettla! :)

Na początek oczywiście fotomenu.
Po lewej, od góry: omlet z papryką i serem; quesadilla z kukurydzianej tortilli z kurczakiem, serem i pomidorami.
Po prawej: wytrawne jajeczne babeczki z warzywami: marchewka, burak, kalarepa.

Dziś mój narzeczony zajmował się obiadem ;) Ja z racji choroby złożyłam tylko zamówienie.
Kiedyś te sajgonki były najlepsze na świecie, dziś niestety ryż był posklejany, kapusta nie ta, a same sajgonki nasiąknięte tłuszczem i znacznie przesolone... Ze smutkiem stwierdzam, że Mekong się popsuł.

Po raz pierwszy w życiu upolowałam bataty i za Waszymi namowami zrobiłam z części frytki. Są okej, ale ten słodki smak nie do końca do mnie przemawia. Spróbuję jeszcze z plackami "ziemniaczanymi" ;)

Jak choroba to i witaminy w końskich dawkach ;)
1: różowy grejpfrut, dwie pomarańcze, miód.
2: jabłko, zielona pietruszka, dwie mandarynki.
3: granat, pomarańcza, pół cytryny, Citrosept.
I w końcu dowiozłam blender!

Kettlebell jest w tym tygodniu mocno użytkowany :) Cieszę się, że mogę ćwiczyć w końcu z obciążeniem - choć niewielkim. Przywiozłam też z domu obciążniki na kostki i nadgarstki.

No i mojego kochanego Maorka. Co prawda pierwsze dwa dni musiał spędzić w misce, dopóki nie dojechało akwarium, ale wpuszczony do niego od razu poczuł się jak ryba... Tfu! Żółw w wodzie i szaleje teraz dniami i nocami ;)

Zima idzie, trzeba się ubierać! :D A tak poważnie, to piekarnik chodzi u nas praktycznie codziennie, przez co zdążyłam się już kilka razy poparzyć, więc taki zakup był bardziej niż konieczny.



Zauważyłam, że ostatnie śmieszne teksty z całego tygodnia przypadły Wam do gustu, więc dziś serwuję kolejną porcję podobnych "kwiatków". Na dobry początek przyszłego tygodnia ;)

Pokazuję narzeczonemu grafikę ilustrującą w dobitny sposób wizualizację 200 kcal, na której widnieje 3/4 batonu i 250 g piersi z kurczaka.
TŻ: A to te kalorie gdzieś się odkładają?
Dodam jeszcze tylko, że mój narzeczony jest z tych, którzy nie tyją w tłuszcz, za to szybko budują mięśnie. I bynajmniej nie wynikało to z jego niewiedzy ;)

***
Rano TŻ grzebał w mojej torebce w poszukiwaniu tabletek, kiedy ja nie mogłam się ruszyć. Zmęczony w końcu je znalazł, ale dodać muszę, że w mojej torebce jest dosłownie wszystko, więc zadanie nie było łatwe. Wieczorem wracamy do tematu.
TŻ: Ty masz straszny bałagan w tej torebce.
Ja: Też byś miał w swoim plecaku, jakbyś musiał nosić w nim wszystko.
TŻ: Ale ty tam masz pełno paragonów. Widziałaś żebym ja je u siebie tak chomikował?
Ja: Bo ty używasz dwóch plecaków i Ci się ten bałagan na dwa rozkłada. A poza tym mi wszystkie oddajesz.
TŻ: Ale ja nie mam takiego bałaganu. Co ty tam nosisz w ogóle?
Ja: Klucze mam, to wiadomo. Lusterko, tabletki, portfel, a czasami dwa, jak mi swój wrzucisz. Latarkę, śrubokręt...
TŻ: Po co ci w torebce śrubokręt?
Ja: Bo jak ktoś mnie spyta czy mam śrubokręt, to będę mogła kiedyś powiedzieć, że mam.
A moją latarką uratowałam kiedyś pociąg!

***
Leżę chora, TŻ chce lecieć do apteki.
TŻ: Co ci kupić?
Ja: Nic mi nie kupuj.
TŻ: No ale jakie leki? Bo pójdę i kupię, a później będziesz zła, że nie takie. Na co ty jesteś uczulona?
Ja: Na salicylany, ale nie kupuj, bo nie będę tego brać. Ja tylko witaminę C naturalną biorę.
TŻ: To ci kupię witaminę C naturalną, tak? I tylko tyle?
Ja: ... Ty byś to powiedział w aptece?
TŻ: No a nie?
Ja: Ale naturalna witamina C to owoce -grejpfruty, cytryny, pomarańcze...

***
Rozmawiam z babcią. Babcia śledzi 3/4 plotkarskich magazynów, więc jest na bieżąco z tym, kto, gdzie, z kim, kiedy, co i dlaczego. I musi się tą wiedzą koniecznie ze mną podzielić. Rozmowa zeszła na temat sztucznych biustów.
Babcia: Ja nie wiem, jak można sobie silikon wstrzykiwać. Jak facet chce większy biust to niech sam sobie powiększy. A dla takich młodych dziewczyn są te plusz-apy przecież.

***
Zawsze ganiam TŻ do tego, żeby się golił. Pewnego dnia kilka minut po tej czynności musiał wyjść i oznajmił, że...
TŻ: Ogoliłem się i teraz zimno mi w brodę!


A tak nawiasem mówiąc, to kilka dni temu mój laptop odmówił posługi, dlatego przepraszam Was (i z dołu, i z góry), że posty pojawiały się i będą jeszcze przez jakiś czas pojawiać się tak rzadko. Mam nadzieję, że w nadchodzącym tygodniu uda mi się oddać go do serwisu.

22 komentarze:

  1. Bo jak ktoś mnie spyta czy mam śrubokręt, to będę mogła kiedyś powiedzieć, że mam - spadłam z krzesła! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo może znowu uratuję jakiś pociąg! :D A śrubokręty się przydają :P

      Usuń
    2. w sumie... ja noszę scyzoryk :D

      Usuń
    3. Równie przydatny :D Jesteśmy gotowe na wszystko :D
      Swoją drogą poznałam kiedyś dziewczynę, która w torebce nosiła na stałe m.in. myszkę na USB.

      Usuń
    4. o kurczę! tego jeszcze nie spotkałam :D

      Usuń
  2. ehh biedna... mnie tez nadal zatoki nie odpuszczaja :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście dziś jest u mnie już duuuużo lepiej. Zdrówka, Kochana!

      Usuń
  3. Opowiedz o pociągu! A ze śrubokrętu się uśmiałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak Twoja latarka uratowała pociąg? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. o jaa, uwielbiam te Wasze rozmowy, najlepsze !

    OdpowiedzUsuń
  6. Wg mnie zima to kiepski okres na spożywanie cytrusów, cytrusy wychładzają, kup sobie lewoskrętną witamine C, 100% wchłania się, a jeszcze lepiej zrób sobie nalewkę czosnkową i pij codziennie, zdrowa czy chora.
    A co do inhalacji...nie ma sensu robić z roztworu 0.9% bo to w zasadzie nie pomaga w żaden sposób, nie wiem po co to w ogóle sprzedają. Ja córce robię roztwór 3% ale żeby go uzyskać trzeba poprosić lekarza o receptę na sól 10% i rozrobić z wodą destylowaną. Ot taka ciekawostka.

    lubię rzadsze wpisy, człowiek trochę zatęskni i czeka z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę przyjmować witaminy C w suplementach, w których nie ma rutyny albo rutozydu niestety. Nalewka też odpada, bo nie piję alkoholu ;)
      A o jaki roztwór do inhalacji chodzi? Ja nic o soli nie pisałam ;) U mnie babciny sposób - rumianek i/lub olejki eteryczne :P

      Usuń
    2. czystej witaminy c nie możesz spożywać? Dlaczego? tak z ciekawości pytam.
      Nalewka jest bez alkoholowa, całe moje leczenie naturalne przebiega pod kątem dziecka, alko bym nie dała młodej. czosnek,miód,cytryna, woda i codziennie pije. uodparnia.
      Z ziół na kaszel tymianek, a na katar majeranek, anyż, wysuszają.

      Usuń
  7. Jestem ciekawa historii z latarką :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten śrubokręt mnie powalił na ziemię, haha, genialne.

    www.stylinsonlady.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahaha dobry tekst z ta broda biedaczek!! a tak w torebce mamy wszystko, wszystko!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. muszę spróbować batatów ;) a teksty rozwalają system :D muszę CIę odwiedzić w końcu i poznać tego Twojego faceta haha :D babcia ma rację, są przecież plusz-upy, po co komu silikony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja Cię od dawna zapraszam :D
      Też tak uważam ;) Aczkolwiek jeśli komuś lepiej z silikonami - spoko, jego wybór ;)

      Usuń
  11. Twoj TZ i babcia rozwalaja system :D :D!!! Zdrowka Kochana, zebys mogla szybko biegac :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama