28 listopada 2014

5 km < 30 min. ...i kilka innych rekordów


Zarówno ci, którzy mnie znają osobiście, jak i stali czytelnicy mojego bloga, wiedzą że uprawiam sport dla przyjemności, a nie dla rekordów, nagród czy żeby pokonywać innych. Dlatego też moje treningi nie są ukierunkowane na żadne cele - ani siłowe, ani szybkościowe, ani sylwetkowe, ani jakiekolwiek inne. Przenosząc to na język "biegowy" (bo pewnie się domyśliliście, że o bieganiu dzisiaj będzie mowa) - nie robię interwałów, podbiegów, weekendowych długich wybiegań. Zazwyczaj ok. 20 minut przed treningiem decyduję się, że idę biegać, ubieram się, robię rozgrzewkę, wychodzę i biegnę. Jeśli w dzień - to na Jasnych Błoniach, w Parku Kasprowicza i dalej aż do Arkonki (ok. 10-12 km). Jeśli wieczorem - to albo w centrum i na bulwarach, albo wzdłuż Cmentarza Centralnego (5+ km). I biegnę tak przed siebie aż stwierdzę, że chyba pora już wracać. Tak też było w ubiegłą sobotę.

Biegło mi się wyjątkowo dobrze. Było jak na tę porę roku i ostatnie kaprysy pogody naprawdę ciepło, chyba że to komin założony na dolne pół twarzy dawał mi takie wrażenie. W każdym razie gdybym nie musiała, to pewnie bym tak szybko nie wróciła, bo było naprawdę bardzo, bardzo, baaardzo przyjemnie.
Pod domem wyłączyłam Sports-trackera, szybko zerknęłam na statystyki i po raz kolejny ucieszyłam się z tempa, które wskazywało na 6:09 min/km. To oznaczało, że coraz bliżej mi do powrotu do starej formy i tempa 6:00 min/km :) Wróciłam, porozciągałam się, zjadłam, wzięłam prysznic i zajęłam się czymś innym.

Przedwczoraj stwierdziłam, że wypadałoby uzupełnić treningi na Endomondo. Zapisuję je tam, bo takie zestawienie pozwala mi na późniejsze sprawne tworzenie podsumowań miesiąca. Wpisałam wszystkie niebiegowe workouty, wyeksportowałam biegi ze Sports-trackera i zaimportowałam je do Endo. Po wszystkim rzuciłam okiem na kalendarz i zauważyłam puchar. Ze zdziwieniem weszłam w szczegóły treningu i moim oczom ukazały się 4 nowiusieńkie życiówki, o których nawet nie marzyłam :) No dobra, o piątce poniżej pół godziny śniłam skrycie od kilku lat, ale nie myślałam o tym, że ten sen może spełnić się tak szybko z moim nieprofesjonalnym podejściem. I to jeszcze na takiej trasie - z morderczą górką i 3 zestawami sygnalizacji świetlnej w każdą stronę!


Morał z tego prosty i niektórym znany - jesienią i zimą, moi drodzy - biegamy! :D


Chętnie poszłabym pobiegać i dzisiaj, ale niestety nabawiłam się zapalenia gardła i próbuję leczyć je wszelkimi domowymi sposobami, wśród których jest m.in. wygrzewanie się pod kocem. Chwała temu, kto wymyślił bieliznę termoaktywną, bo właśnie znalazłam dla niej drugie zastosowanie ;)

10 komentarzy:

  1. Pięknie! Oh pamiętam swoje pierwsze 5km poniżej 30 minut! Skakałam z radości i cieszyłam się chyba przez tydzień! (tylko tydzień, bo później była jeszcze kolejna życiówka.. :D)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to szalejesz :-) Gratuluję, a teraz odpoczywaj i wracaj ze zdwojoną siłą :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw małe cele, potem duże ;) Krok po kroku można dojść do naprawdę fajnych efektów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym tak nie mogła jak Ty. Tak bez kompletnego rozplanowania treningów, celów? Wow, podziwiam, że nie tracisz motywacji. Też uprawiam sport dla przyjemności, ale dla mnie jednak ważnym czynnikiem jest też pokonywanie własnych granic :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję! Wiem jakie to osiągnięcie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. gratuluję Kochana! :) takie rekordy są bardzo motywujące :) wracaj szybko do zdrowia! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje!! A o to mój rekord :D
    http://instagram.com/p/uQl_EVwgCR/?modal=true

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje! Też niedawno mi się udało :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama