17 czerwca 2014

Świat zwariował


A im bliżej lata tym gorzej. I już nie mówię o tym, że kobiety o sporej tuszy łapią się za 7-dniowe "oczyszczające głodówki" rodem z "Pani domu" czy pseudo-dietę kopenhaską. Przeraża mnie to, jak szybko w środowisku fit rozprzestrzenia się trend na redukcję. Wystarczy, że na jednym blogu pojawi się wpis o walce z jakże okropną i przerażającą pierzyną tłuszczu, a już reszta, jak stado owiec (nie piszę o baranach, bo nie chcę nikogo urazić), łapie się za zrzucanie tkanki, która śmiała przykryć im mięśnie. I zaczyna się obcinanie węgli, cardio na czczo, interwały po siłówce, deficyt kaloryczny. I to koniecznie jak największy, no bo przecież urlop już za 2 tygodnie, a na zdjęciach trzeba pokazać kaloryfer.

Na palcach jednej ręki policzyć mogę naprawdę rozsądne i zdrowo podchodzące do całej tej "mody na fit" dziewczyny. I bynajmniej nie uważam siebie za wzór w tej kwestii, bo sama dałam się na moment zwariować, o czym zresztą pisałam w tym poście. Na szczęście znam siebie na tyle, że wiem, że na diecie, na której miałabym liczyć kalorie, makra i ważyć każdy produkt, nie dałabym rady długo wytrzymać ;)

Wracając jednak do tematu - to wszystko zamienia się w jakiś wyścig szczurów - nie sądzicie? Kto szybciej pobiegnie, kto więcej podniesie, kto mniej zje, kto zrobi więcej treningów, kto ma mniej w talii, a więcej w tyłku. Po co i na co to komu? O wiele większą satysfakcję przynosi poprawa własnych wyników niż bycie lepszym od kogoś innego. Co z tego, że jakaś X pokonuje 5 km w 40 minut, a Ty w 35, skoro i tak stać Cię na więcej, bo trenujesz już kilka lat? Nie Czy nie bardziej cieszy bicie własnych rekordów?
Nie ukrywam, że z zazdrością patrzę na wyniki zawodników, którzy w półmaratonie osiągają czasy takie, jak ja na 10km ;) Nie myślę jednak o tym, aby ich dogonić czy nawet prześcignąć. Cieszy mnie za to każda ucięta sekunda w porównaniu z poprzednim MOIM biegiem, ale nie tylko to. Ważniejsze od czasu, dystansu i prędkości są emocje, jakie towarzyszą bieganiu, uwalniające się po nim endorfiny, przyroda, która mnie otacza, ludzie z którymi biegnę i samo to, że robię dla siebie coś dobrego. Bo o to właśnie chodzi w tym całym "fit lifestyle'u".
Ostatnio prowadziłam na ten temat długie rozmowy z Setterką, która też już od dłuższego czasu obserwuje ten przerażający trend. Na jej blogu wpis na ten temat również się pojawi, więc zapraszam do obserwowania.

Na blogu pojawiły się ostatnio komentarze z zarzutami o to, że w moich posiłkach jest za mało białka, że spożywam za dużo węgli i że nie widać mi mięśni.
Wielokrotnie podkreślałam we wpisach to, że nie liczę ani kalorii, ani makr, a składników, z których przyrządzam potrawy nie ważę. Jedno, co robię, to to, że staram się, aby w każdym posiłku znalazło się źródło białek, węgli i tłuszczy (oprócz przedtreningowego) plus owoce lub warzywa. Dzięki temu wiem, że w dobowym rozrachunku na pewno dostarczam swojemu organizmowi odpowiedniej ilości węglowodanów, białek, tłuszczy, błonnika, witamin i mikroelementów. Nie jestem ani "na masie", żeby spożywać szczególnie duże ilości białka, ani na redukcji, aby ograniczać węglowodany. Zależy mi wyłącznie na tym, aby być zdrową i mieć siłę zarzucić sztangę do przysiadu i skłonu "dzień dobry" ;)

Komentarz na temat tego, że nie widać na moim ciele mięśni bardzo mnie zaskoczył, bo do tej pory czytałam i słyszałam zupełnie inne opinie. Poza tym codziennie widzę się w lustrze i jednak te mięśnie są. Więc jak to z nimi w końcu jest? ;) Nie zależy mi na tym, żeby wyglądać jak VSAs, Bella Falconi, Laura Harris, Jen Selter, Stephanie Davis czy ktokolwiek inny na tym świecie; niezależnie od tego, czy jest czyjąś inspiracją, czy nie. To, na czym mi zależy, to siła, sprawność, pewność siebie i pokonywanie własnego umysłu, kiedy ten próbuje wmówić mi, że więcej już nie dam rady. To dlatego trenuję. A nie dlatego, żeby mieć odstający tyłek i kaloryfer na brzuchu. Owszem, to bardzo fajne efekty uboczne, ale nie są one moim celem i nigdy nie były. No dobra, może na początku stanowiły dla mnie motor napędowy, ale już ponad 1,5 roku temu doszłam do wniosku, że to nie o to chodzi.
Nie mniej jednak uważam moje "efekty uboczne" za niezwykle zadowalające i cieszę się z każdej zmotywowanej nimi osoby ;)


Od tej pory wszystkich hejterów proszę o pozostawianie adresów e-mail (względnie namiarów na inną formę kontaktu), abym mogła odesłać Was do tego wpisu, bo Wasze komentarze traktujące o tym, że powinno mi być już dawno widać mięśnie albo że spożywam za mało białka niestety nie będą publikowane.
Wy macie prawo do wyrażenia swojej opinii, ja mam prawo do niepublikowania jej na moim blogu.

Pozdrawiam wszystkich rozsądnie myślących :)

73 komentarze:

  1. Masz na prawdę świetne ciało i nie przejmuj się tymi którzy twierdzą inaczej bo pewnie sami wyglądają dużo gorzej i ci zwyczajnie zazdroszczą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :))) Biorę to pod uwagę :D
      Co do przejmowania się, to robiłabym to, gdybym usłyszała coś takiego od bliskiej mi osoby albo od tłumu obcych. Jeden już-nie-anonim nie robi na mnie większego wrażenia ;)

      Usuń
  2. Dasz mi linka do posta gdzie piszesz o tym dlaczego interwały po siłówce są"be"? Gdybym nie przeczytała posta to bym nie wiedziała,że tak nie można ;/
    Dobrze,że napisałaś dlaczego Ty starasz się być fit,bo dosłownie 2 minuty temu rozmyślałam,dlaczego ja się staram i nie miałam jakichś przekonywujących powodów. Teraz już wiem,dlaczego warto się starać-żeby wygrywać ze sobą i dla sprawności :) I przepraszam,że tak nie na temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interwały po siłówce nie są "be" :) Chodziło mi tylko o to, że są dziewczyny, które ze wszelką cenę chcą zbić BF i imają się wszelkich sposobów, w tym m.in. tego. Także albo źle mnie zrozumiałaś, albo ja niejasno się wyraziłam ;) Ale faktem jest, że oba te rodzaje treningów są bardzo wymagające.
      Ja uważam, że to całkiem na temat :) Cieszę się, że ten wpis pomógł dojść Ci do takich wniosków :)

      Usuń
  3. ... a piękne ciało jest efektem ubocznym Twoich starań. :)
    Ten "efekt uboczny" w moich słowach ma być rozumiany pozytywnie :) To super, że nie pędzisz za kaloryferem i pięknym ciałem, a chcesz być po prostu zdrowa i silna. Ja się zagubiłam i wracam powoli do siebie... :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :)
      Mam nadzieję, że całkowity powrót nastąpi szybko. Trzymam za to kciuki :) Nieważne, ile razy upadasz. Ważne, żeby po każdym upadku się podnieść i iść dalej.

      Usuń
  4. Ja jako ja nie rozumiem tych wszystkich akcji typu" schudnij w dwa tygodnie 10 kilo" albo" schudnij do wakacji" jeżeli kobieta chce dobrze wyglądać w bikini, w szortach i w tych innych ubraniach które podniecają mężczyzn i tak dalej, wracając do tematu jeżeli dziewczyna chce wyglądać dobrze w bikini, to powinna zacząć dwa miesiące przed wakacjami, takie głodówki i inne diety cud niszczą organizm( wiem po swoim przykładzie, wiem jestem młoda i głupia) To co mi przyniosła głodówka, to tylko bule głowy, złe samopoczucie i nieprzyjmowanie jedzenia i napoi smakowych( od razu je zwracałam) i dzięki moje mamie wyszłam z tego, a efektem ubocznym tego wszystkiego była nadwaga. Więc, ta głodówka mi nie pomogła, i tutaj kieruje się do wszystkich dziewczyn niech nie wpadają w te głodówki, pomyśl sobie jeżeli po tej diecie cud zaczniesz znowu jeść to przytyjesz dużo, dużo więcej.
    Pozdrawiam i całuje
    Werooooo....
    Ps. Zmotywowałaś mnie do biegania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zgodzę się nawet co do 2 miesięcy. Uważam, że kobieta powinna dbać o siebie cały rok :) W końcu zimą też są okazje do zakładania sukienek - jeśli już na wyglądzie się koncentrujemy.
      Co do głodówek, to większość przez nie przechodziła. Najważniejsze to wyciągnąć z tego okresu wnioski :)

      PS Cieszę się bardzo! :) Mam nadzieję, że bieganie Ci się spodoba :)

      Usuń
    2. Mi bardziej chodziło o to że skoro chca sie pokazywać w kostiumach zeby wszyscy im zazdriścili, ale nie maja weny do uprawiania sportów to niech nie zaczynaja 2 tyg przed urlopem, a jeźeli chodzi o całoroczne dbanie o siebie, to z tym sie zgodze i do tego dąże

      Usuń
    3. Okej, nie zrozumiałyśmy się do końca. Masz oczywiście rację, choć i tak nie pochwalam sezonowców :)

      Usuń
  5. Masz super figure :) tylko pozazdroscic :)

    http://live-laught-love00.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :))) Nie ma co zazdrościć, tylko brać się do roboty! :)

      Usuń
  6. No nie wiem, ja nie zauważyłam tego wyścigu szczurów, może zaglądamy na inne blogi po prostu :) Rywalizacja jest naturalna u człowieka, o ile jest zdrowa i każdy cieszy się z kolejnej życiówki, bo to przecież napędza.

    Osoby które chcą spróbować redukcji i tak jej spróbują, chodzi o to by czuć się we własnym ciele dobrze. Ja tak mam, zaakceptowałam siebie i życzę tego wszystkim innym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tego przez dłuższy czas nie widziałam, mimo tego że inne dziewczyny o tym pisały. Ale teraz to rozprzestrzenia się coraz bardziej.
      Zdrowa rywalizacja jak najbardziej :) Ale nie pokonywanie innych za wszelka cenę - narażając zdrowie i sprawność.

      A ja mam nadzieję, że jednak nie wszyscy jej spróbują ;) Nie mówię, że redukcja jest zła, ale trzeba mieć o niej jakieś pojęcie albo poprosić o pomoc kogoś doświadczonego. Cięcie kalorii na oślep i wybiegnięcie z domu 5 sekund po przebudzeniu się "bo cardio" to nie jest według mnie dobry pomysł ;)

      Usuń
  7. Myślałam, że post będzie o Brazylii i ich mistrzostwach :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż nie mogę wyjść z zachwytu nad wczorajszą grą Niemców ;) Na pewno jakiś post na ten temat się pojawi - może po fazie grupowej? :)

      Usuń
  8. Zastanawia mnie jedna sprawa w przypadku dziewczyn "na redukcji", z której one same chyba nie do końca zdają sobie sprawę. Gdy zejdziemy z poziomem bf grubo ponad normę dochodzi przecież do obniżenia poziomu hormonów płciowych i rozregulowania cyklu bądź jego zaniku. Mało tłuszczu = problemy hormonalne plus gorsze właściwości regeneracyjne (częstsze kontuzje). Czy naprawdę warto? Już pal licho czy chcą mieć kiedyś dzieci czy nie, ale co z własnym zdrowiem? Nie pojmuję tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to też jest bardzo ważny aspekt. O zagrożeniach wynikających z nadmiernego obniżenia poziomu tkanki tłuszczowej przygotowuję osobny post. Dobrze, że o tym piszesz.
      Ja dzieci nie planuję, a mimo wszystko za nic na świecie nie chciałabym mieć BF poniżej tych bezpiecznych 18% (już abstrahując od tego, czy kiedykolwiek zejdę w ogóle poniżej 20% ;)). Bezpłodność i zanik miesiączki to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, do których prowadzą problemy hormonalne. Tyle się o tym pisze, a i tak znajdą się domorosłe dietetyczki i trenerki, które przecież wiedzą, co robią...

      Usuń
  9. Też to zauważyłam, to jest po prostu przykre. Tzn, żeby nie było niejasności - ja się bardzo cieszę, że jest taki ogromny boom na bycie fit (dziś biegając z chłopakiem krótki dystans, bo miałam długą przerwę w bieganiu, minęliśmy chyba z 10 osób, super sprawa), ale to jakby idzie trochę za daleko. Właśnie w takim sensie jak mówisz. Bo skoro "jesteś fit" - w sensie biegasz, ćwiczysz, chodzisz na siłownię - to nie masz prawa zjeść gałki lodów czy popcornu już nie wspominając o tym, że jaaak to możliwe, że jesz owsiankę na wieczór? Ciągle to słyszę i to jest przykre. Zdrowie się nie liczy, najważniejszym celem jest kaloryfer i odstająca pupa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na moich trasach mijam mnóstwo ludzi - z kijkami do nordic walkingu, na spacerach z psami, biegających, na rolkach, na rowerach - serce się raduje ;)
      Zarzuty o owsianka (i w ogóle węgle) na wieczór są najlepsze ;) Tak samo jak owoce do 12 i wyłącznie białko na kolację. No i eliminacja tłuszczy, bo mają najwięcej kalorii. Przecież to takie nie-healthy!
      Nie ma co się tym przejmować, i tak każdy będzie miał swoje racje :)

      Usuń
  10. Jak już Ci pisałam zanim ten temat poruszyłyśmy to już miałam w roboczych identyczne rozmyślania i również napiszę co myślę na ten temat.
    Jak dobrze że coraz więcej dziewczyn widzi ten wyścig szczurów bo myślałam że to ja mam jakieś urojenia. Ja zauważyłam to już dużo dużo wcześniej co można było przeczytać m.in. tutaj:
    http://happyactivelifestyle.blogspot.com/2013/11/a-dla-ciebie-czym-jest-fit-lifestyle-o.html

    Chociaż już pisałam nie raz w komentarzach o tym to napiszę trochę też tutaj.Widzisz czemu mnie takie doły łapały i dlaczego pisałam ze widzę ze coś jest nie tak w naszej blogosferze, że często czuje presje i zamiast wsparcia i otuchy które czułam na początku bloga to czułam że nie nadążam, że muszę coś działać i to cisnąć jak się da bo inaczej czułam się jak ciota mimo że wydawało mi się że robię wszystko na maksa,ale widząc jak ktoś naparza rano,po południu i wieczorem to myślałam że tak trzeba,że jak się ''zarżnę'' to wtedy będzie ok. Jakąś paranoje łapałam i się zagubiłam lekko. Ostatnio coraz bardziej zaczęłam sobie uświadamiać jak daleko to zaszło i czy aby w dobrym kierunku to idzie,zaczęłam wtedy myśleć gdzie podziało się to podejście o zdrowym życiu a nie ściganiu czy pokazywaniu niewiadomo co niewiadomo komu.

    Dla mnie nawet to że wezmę do siadu 25kg zamiast 20kg to już jest powód żeby przerzucać żelastwo:)

    A Ciebie za to lubię i podziwiam,że jesteś sobą i tworzysz swój styl.Wiadomo można się kimś zainspirować,ale nie trzeba za wszelką cenę dążyć do stania się tą osobą bo wtedy zatracamy własne ja. A tym chwilowym wyskokiem o którym pisałaś pokazałaś tylko że jesteś człowiekiem który czasem popełnia błędy ale potrafi je naprawiać i to jest wyczyn. A komentarz który ostatnio się pojawił? Pisałam Ci że ja w nim wyczułam nutkę zazdrości i odrobinę niewiedzy.


    Będąc w temacie wpisy które również przemawiają do rozumu i które mogę polecić:

    http://fasterbetternicer.blogspot.com/2014/04/kochaj-siebie.html

    http://fitbody86.blogspot.com/2014/06/fitoholizm.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na początku myślałam, że nic takiego nie ma miejsca, kiedy inni już o tym pisali. Ale przekonałam się, że ta presja jest coraz silniejsza.

      Treningi rano, po południu i wieczorem to dla mnie w ogóle abstrakcja. Okej, dwa dziennie mi się zdarzają. Nie żeby często, ale powiedzmy, że raz na 1,5 tygodnia. Ale codziennie? Kto to wytrzyma?
      Kochana, nie ma co się zarzynać :) Zresztą teraz już dobrze o tym wiesz :)

      Progres w obciążeniu jest bardzo motywujący! I co z tego, że są tacy, którzy biorą 50kg do przysiadu? Pokonałaś siebie i to jest ważne :)

      Dziękuję za te słowa :*
      Wiesz, że z zazdrością to ja nie szarżuję, ale nie od Ciebie jednej o tym słyszę, więc może masz rację? ;) Zresztą nieważne. Olewam to ;)

      Wpisy czytałam i właściwie sama wiesz, jakie jest moje zdanie na ich temat i na temat ich autorek :) W każdym razie też polecam lekturę :)

      Usuń
    2. A ja uważam, że obie macie cudowne sylwetki i wiele osiągacie w swoim życiu! Bardzo cieszę się, że nie dajecie się zwariować i nie poddajecie się tej ciągłej presji :) Uwielbiam Was takie, jakie jesteście, więc za nic w świecie się nie zmieniajcie! :* Nie ma sensu komuś czegoś udowadniać, najważniejsze to udowadniać to wszystko samemu sobie :) W końcu robimy to wszystko dla siebie, a nie dla innych :)

      Usuń
    3. Natalka - o Tobie mogłabym napisać dokładnie to samo :) Mimo tego, że jesteś bardzo młoda, to o wiele rozsądniejsza od większości tych "starych wyjadaczek". Ty też się nie zmieniaj! :*

      Usuń
    4. Dziękuję Kochana! :* Niezwykle miło mi to czytać :) Może to, że jestem rozsądniejsza od tych "starych wyjadaczek" spowodowane jest tym, że stosunkowo wcześnie rozpoczęłam swój zdrowy tryb życia, bo w wieku 16 lat i do teraz wiele się nauczyłam :)

      Usuń
  11. Szczerze powiedziawszy, raczej nie zauważyłam tego trendu i nakręcającego się wyścigu szczurów, ale nie uważasz, że tak było zawsze, z tym że teraz, kiedy o byciu fit zrobiło się głośno, o tym siłą rzeczy także słyszy się coraz częściej? Moim zdaniem zawsze znajdą się osoby, które będą przesadzały w jedną, lub w drugą stronę, bo też szalenie ciężko jest we wszystkim znaleźć ten przysłowiowy złoty środek. Nie wszyscy też podchodzą do tematu rozsądnie. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że bycie fit stało się modne, a przez samą chęć bycia modnym bardzo łatwo można się w tym wszystkim pogubić. I tak samo, osoby, które chcą jedynie dopasować się do tego trendu, tej mody, tego nagłego bum tylko i wyłącznie po to, żeby być na czasie, jaki konkretnie mają w tym cel? Jeżeli nie chcą tego robić dla siebie, to dla kogo? Dla innych, na pokaz?
    Tak jak i Ty, uważam, że to wszystko, co z byciem fit jest związane należy robić przede wszystkim dla siebie :) My sami wiemy, co jest dla nas najlepsze, my sami wybieramy własną drogę, dlatego zarzucanie Ci, że to, to i to robisz rzekomo źle, że nie liczysz makroskładników i nie masz mięśni jest moim zdaniem... śmieszne? Halo, czy pisałaś gdzieś tutaj, że marzysz o zostaniu kulturystką? Wątpię. Prowadzisz za to zdrowy tryb życia, dbasz o siebie, wręcz rozpieszczasz swoje ciało i duszę i to powinno się liczyć :) To, co dajemy samym sobie, od siebie :)
    Dla wielu czytelniczek jesteś inspiracją. Wiele rozsądnych dziewczyn wyciągnie z twojego bloga to, co dla nich dobre i przefiltruje na własne potrzeby, bo wiadomo, że co u jednej osoby się sprawdzi, u innej może kompletnie nie zadziałać. Nikomu niczego nie zarzucasz, przedstawiasz jedynie swój punkt widzenia, swój sposób na bycie fit, zatem rób dalej swoje i rób tak, żeby było Ci dobrze :)
    Możemy mieć jedynie nadzieję, że ci wszyscy wyścigowcy zmienią punkt widzenia i już takie ważnie nie będzie dla nich to, że będą lepsi lub słabsi od kogoś. Ważne za to stanie się dla nich, by z dnia na dzień pokonywać własne słabości i być lepszym jedynie od wczorajszego samego siebie :)
    (Czyżbym się rozpisała...? Nie no, skądże znowu..^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to obserwuję od kilku (2? 3?) miesięcy, wcześniej tylko o tym słyszałam. Być może było to już dużo wcześniej, a teraz po prostu zatacza coraz szersze kręgi.
      Myślę, że powodów do podążania za tą "modą" jest tyle, ilu "sezonowców". Część na pewno zrozumie, że warto robić to dla siebie. A inni odejdą, kiedy pojawi się nowy trend.
      No dokładnie tak! :) Nigdy o niczym takim nie pisałam, dlatego te zarzuty są dla mnie wręcz śmieszne ;)
      Dobrze, że piszesz o przefiltrowaniu. Przeraża mnie czasami to, o jak indywidualne sprawy pytają czasami czytelniczki. Większość z tego, co pasuje mojemu organizmowi, nie będzie odpowiadać nikomu innemu. Dlatego nie ma co ślepo podążać za kimś :)
      Bardzo bym tego chciała, ale czuję, że to marzenia ściętej głowy ;)

      Usuń
    2. Ja takie coś obserwuję już od bardzo długiego czasu, na pewno więcej niż 3 miesiące, może dlatego, że sama sporo schudłam i jakoś zwracam na to uwagę. Ostatnio na jakimś blogu przeczytałam o diecie baletnicy , szok na własną rękę tak się wyniszczać.

      Usuń
    3. Nie obserwuję aż tylu blogów poświęconych tematyce fit, dlatego być może to przeoczyłam. A te, które obserwuję, prowadzą dziewczyny, które wiedzą co robią :) Wczoraj wieczorem nawet sama zaczęłam się tak zastanawiać, kurczę, może ja też tak robię? Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że mimo iż jestem ambitna, to w kwestii straconych centymetrów czy czegokolwiek innego z nikim się nie ścigam, no chyba że z samą sobą :) I nawet nie o stracone centymetry tutaj chodzi, bo już nie mam czego tracić, ale o dobre samopoczucie i nie ukrywam, że wygląd mimo wszystko też ;)

      Usuń
    4. Monia - Dieta baletnicy? No ciekawostka... Moja kuzynka jest baletnicą, a je więcej ode mnie ;)
      Ja raz weszłam na blog jakiegoś "motylka" (jak to ładnie brzmi, no nie? ;)) i się przeraziłam. 100kcal dziennie. I się dziwią, że tacy ludzie nie myślą - a jak mózg ma funkcjonować na jabłku i połowie pomidora dziennie? ;)

      Jaspis - lucky you :) Ja widzę to bardziej na fanpage'ach tych blogów, ale i na nich samych też zdarzają się przejawy gonitwy.
      I tak powinno być! :) Ja nie tracę centymetrów od jakiegoś 1,5 roku. I miałabym to porzucić? nigdy w życiu! :) To nie centymetry są najważniejsze, ale zdrowie, dobre samopoczucie i uczucie, że robię dla siebie coś dobrego :)

      Usuń
    5. Też słyszałam o diecie baletnicy- może to jakiś mit ;-) albo tylko taka nazwa, która nie ma nic wspólnego z baletem :P

      Usuń
  12. Ja się już moim tłuszczykiem na brzuchu nie przejmuje, bo mam pod nim mięśnie i chce je wzmacniać dla dobrej kondycji a nie dla cm w talii, nigdy nie będę mieć szczupłej bo tak mam genetycznie, za to może uchronię się przed zawałem za 10 lat , bo takie występowały w mojej rodzinie,
    zdrowie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie postępowanie się chwali! Oby tak dalej :)

      Usuń
  13. Najważniejsze to to, co ma się w głowie. Bycie zdrowym i bycie szczupłym nie musi iść z sobą w parze, a do tego mega-chudość, czy przetrenowanie to już przesada, a jak wiadomo żadna przesada nie wychodzi nikomu na zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak!
      Czym innym są zawodniczki sportów sylwetkowych będące pod okiem lekarzy, dietetyków i trenerów, a czym innym zafascynowane takimi sylwetkami pasjonatki sportu.

      Usuń
  14. A ja uwielbiam ten "wyścig szczura" sama ze sobą i swoimi słabościami! !

    Ja widzę bardziej wyścig ... pokażę Wam co kupiłam i jakie odmienności jem! Przyznam , że czuję nagonke na mój fp wśród innych fp , szczerze mam to w dupie głęboko !
    Faktycznie kiedyś było milej między fp! Ale myślę że tak to jest gdy szczerość boli!
    Ja zapieprzam ile mogę i za to mam rezultaty! Powtarzam każdej dziewczynie nie trzeba liczyć kcal aby dobrze wyglądać musisz poznać jak działa Twój organizm!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama ze sobą - tak! :) Zdrowa rywalizacja z innymi - też jak najbardziej. Ale chodzi mi o sytuacje, kiedy próbujemy pobiec nagle 15 km w godzinę bez przygotowania czy robić przysiady z 60kg, ledwo co skończywszy treningi z Mel B :)
      Z tymi odmiennościami też masz rację :) Ja tej nagonki na Twój FP nie zauważyłam, ale przyznam, że znowu tak wielu ich nie śledzę. Dobrze, że masz to gdzieś.
      "aby dobrze wyglądać musisz poznać jak działa Twój organizm" - i o to w tym wszystkim chodzi! :)

      Usuń
  15. urażasz się, że ktoś Ci napisał, że nie masz widocznych mięśni albo jesz za mało białka? ;) ja tam myślę, że większość 'fitblogerek' za dużo tego białka ładuje w siebie (sądząc po zdjęciach talerzy- ale niech każdy sobie je tyle tego, co chce i ile chce, mało mnie to interesuje), a to, że Twoje mięśnie nie wyskakują ze zdjęć też jest normalne - wystarczy chociażby porównać zdjęcia zawodowych fitnessek w okresie startowym i poza okresem zawodów, to jest zupełnie naturalne dla kobiety, że w zwykłych sytuacjach, naturalnych pozach bez napinania mięśni nie będzie miała ich nie wiem jak widocznych (tzn. tak widocznych, jak to osoby nietrenujące siłowo sobie wyobrażają), więc nie powinnaś się urażać, jak ktoś Ci napisał, że nie widać ich na zdjęciu ;) nie widać, ale to nie znaczy, że ich nie ma ;)
    ja tam widzę ten wyścig szczurów, dlatego już coraz rzadziej zaglądam na takie strony jak Twoja (nie mówię, że na Twoim blogu się przejawia ta gonitwa, nie), ale ogólnie ta cała atmosfera mnie męczy, że albo dziewczyny próbują się wyprzedzić albo co chwilę jedna drugiej słodzi ;) no i wiadomo, że nie można też się tak bardzo sugerować tym, co ktoś inny robi, bo każdy tu powinien działać tak, jak dla niego jest najlepiej ;)
    "nie opublikuję twojego komentarza, bo napisałeś/aś, że jem za mało białka!" - przeczytaj to i sama stwierdź, czy nie brzmi to śmiesznie :P
    "nie opublikuję twojego komentarza, bo napisałes, że powinno być widać mi mięśnie!" - to też niezłe ;) (moja opinia na temat widoczności mięśni-patrz wyżej) jasne, że możesz nie publikować, bo to Twój blog... ;)
    kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja się nie urażam (nie czuję urażona/nie obrażam się) ;) Może i bym to robiła, gdyby zależało mi na tym, żeby jeść tego białka rzeczywiście niebotyczne ilości i mieć wygląd kulturystki. I gdybym pisała o tym, że jest to mój cel. To, co mnie wytrąciło z równowagi, to jedynie stwierdzenie, że nie jestem przykładem osoby trenującej siłowo, ale mniejsza ;)
      Jeśli zauważasz przejawy tej gonitwy i u mnie (bo nie napisałaś wprost, że tego nie ma), napisz mi w czym. Zawsze dobrze jest spojrzeć na siebie z punktu widzenia osoby trzeciej. A Ciebie i Twoje komentarze cenię za szczerość ;)
      Te przykłady z białkiem i mięśniami to tylko metafory. Lubię konstruktywną krytykę, wręcz na nią czekam. Ale takie komentarze nie dość, że nie wnoszą nic do mojego życia ani do treści bloga, mogą mylnie działać na czytelników, którzy trafiają na bloga przypadkiem albo go po prostu nie śledzą. I jeszcze sobie pomyślą, że fit=mięśnie=kurczak+twaróg ;)

      Usuń
  16. Też przeraża mnie czasami ta pogoń za byciem fit - jak najbardziej i za wszelką cenę. Niektórzy zatracają się w tym i zapominają, że powinni robić to dla siebie :)
    Wiem, że będę dążyć do idealnej (dla mnie) sylwetki, ale wolę porównywać się do siebie kiedyś niż do kogoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobre podejście! :) Bardzo mądrze do tego podchodzisz.

      Usuń
  17. Święta prawda, zgadzam się w stu procentach! Bycie "fit" stało się ostatnio strasznie popularne, rzuciło się na to multum ludzi z chęcią poprawy swojego wyglądu, samopoczucia, przestawienia się na zdrowe odżywianie i ruch. Jednak tak jak piszesz, przez chorą, bezcelową rywalizację powoli wymyka się to spod kontroli i obawiam się, że za jakiś czas cała fit ideologia zacznie być po prostu wiochą :P No ale cóż, wszędzie tam, gdzie dzieje się coś fajnego, prędzej czy później pojawią się hejterzy, a na to niestety nie mamy wpływu. A więc poza wzmacnianiem mięśni, musimy potrenować jeszcze umiejętność ignorowania i odpierania ataków, bo twarde tyłki już przecież mamy :)

    P.S: wyglądasz świetnie, a jest to godne podziwu tym bardziej, że dzięki Twojemu blogowi wiem, że wkładasz w to bardzo dużo pracy i wiedzy - tak trzymać! Pozdrawiam ciepło - maciejkowa.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, o tym, że bycie fit może stać się "wiochą" nawet nie pomyślałam, ale możesz mieć rację.
      Obecność hejterów tłumaczę sobie tym, że gdzie sława, tam i oni :P Ich ilość jest miarą popularności :P Oczywiście wszystko w żartach (bo jeszcze zaraz ktoś zhejtuje!) ;)

      Dzięki, dzięki, dzięki bardzo! :*

      Usuń
  18. Posiadanie kaloryfera wiąże się dla mnie z kilkoma faktami- niskim a nawet nie zdrowo niskim jak dla kobiet poziomem tkanki tłuszczowej, redukcją, brakiem podjadania i ogólnym pilnowaniem się. Ale po co mi ten kaloryfer, tylko po to, aby pokazać się na kilku zdjęciach, no chyba , że na codzień chodziłabym w krótkich topach to może jeszcze. Oczywiście chciałabym mieć fajny płaski brzuch, ale ta cała moda na mięśnie zdecydowanie przekroczyła już jakieś granice, kilka lat temu było podobnie z przesadzoną chudością. Oczywiście niech każdy robi co chcę, ja wolę robić wszystko by nie dać się zwariować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy od budowy ciała, bo ja nie muszę nic szczególnego robić w moim brzuchem aby kaloryfer był widoczny ;-)

      Usuń
    2. Obie macie rację, bo dużo zależy od tego, gdzie lubi odkładać się tkanka tłuszczowa :)
      Z tym, że Agnes, bez obrazy (wiesz, że wielbię Twój brzuch i Ciebie w ogólności :D), ale myślę, że Moni chodzi tutaj o kratę tego typu. Przynajmniej ja tak to rozumiem :)
      Monia - no krótkie topy przez większość roku odpadają. Sorry, taki mamy klimat ;)

      Usuń
    3. Tak Maggi zrozumiałaś mnie doskonale:)

      Usuń
    4. O wow- to ktoś dąży do takiej kraty jak na zdjęciu? :O :P Poważnie?
      Wiem o co chodziło Moni- zwróciłam uwagę tylko na to, że niektóre osoby nie muszą zbyt dużo robić aby delikatna i kobieca "kratka" była widoczna, a fajnie jest ją mieć i cieszyć się płaskim brzuchem- nawet jeśli się nie chodzi w koszulkach z odkrytym brzuchem.

      Dodam również, że jestem po waszej stronie :-) żeby nie było... :P
      Sama zauważyłam "fit- szaleństwo" ale mnie tam ono nie interesuje :-)

      Usuń
  19. Nie przejmuj się i rób swoje ! Ludzie zawsze będą hejtować, zazdrościć - nie zmienimy tego. Grunt to dobrze się czuć w swoim ciele, robić to co się kocha i kochać życie. Smutne osoby, które tego nie mają, niestety muszą się od czasu do czasu wyżyć :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Waszą filozofię :)
      Nie przejmuję się tym (już). Nikt, a szczególnie nikt obcy, nie będzie mówił mi, jak mam żyć, co jeść ani jak wyglądać :)

      Usuń
  20. A ja powiem krótko i na temat: "pierdol to"
    Moim zdaniem dodając ten wpis i zdjęcia siebie napiętej w jakiś sposób tłumaczysz się teraz anonimom którzy mają ciepło w majtkach po tym wpisie. Tego oczekiwali. Twojego wytłumaczenia.
    Moim zdaniem całkiem niepotrzebnie piszesz o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie jestem taka zła. Słucham czytelników i tego, czego ode mnie oczekują, nawet jeśli są to hejterzy :D Nie wiem, czy post satysfakcjonuje tych wszystkich smutnych ludzi, ale mniejsza ;)
      A tak serio, to to nie miało być tłumaczenie na ich zarzuty. Zazwyczaj odpowiadam na to w komentarzach. Ale czułam po prostu potrzebę wyrzucenia z siebie tego. Post nie jest tylko i wyłącznie o moich mięśniach :P
      A te zdjęcia już się wcześniej pojawiły na blogu. Wstawiłam je tylko tak tylko gwoli przypomnienia, że jednak coś pod tym tłuszczem się kryje.

      Usuń
    2. Tłuszczem? Padlam. Nic więcej nie powiem ;-)

      Usuń
    3. No sorry, Bejbe, ale czas spojrzeć prawdzie w oczy: każdy ma tłuszcz ;) Obstawiam, że u mnie go nie mniej niż 20%. Zresztą nieważne ile - z hormonami u mnie w porządku :P

      Usuń
    4. Najbardziej normalna z tej calej fiut blogosfery to i tak Ja jestem :P

      Usuń
    5. Normalna? :P Proszę Cię ;-)

      Usuń
  21. Bardzo dobry post! Sama zauważyłam tę gonitwę za idealnym ciałem, zwłaszcza teraz-gdy lato się zbliża wszędzie można przeczytać o milionie sposobów na redukcję. Nie krytykuję tego, ale kurczę...czasami warto się zastanowić czy naprawdę jest to konieczne, bo może przynieść więcej zlego niż dobrego (zwłaszcza, gdy redukcja zacznie przypominać głodówki...). Nie ukrywam, ostatnimi czasy tak sie wciągnęłam w blogi o tematyce fit, że sama uległam temu trendowi (nie ma się czym chwalić, ale jest jeden pozytywny aspekt-spróbowałam i zakochałam się w wolnych ciężarach!:)) Oglądając na większości blogów kaloryfery, nie zdawałam sobie sprawy, że to wiąże się z minimalnym poziomem BF, problemami hormonalnymi, bo przecież...JEJ BRZUCH TAK FAJNIE WYGLĄDA-TEŻ CHCE TAKI!! I chociaż czasami wciąż zazdroszczę tym dziewczynom, zmieniłam stosunek do ćwiczeń (na szczęście wcześniej niż później) i jest tak jak napisałaś - kolejne dołożone kg do przysiadu ze sztangą cieszą mnie niesamowicie, dodatkowa męska pompka zrobiona, teraz próbuję się podciągnąć ;) I ćwiczę dla takich właśnie przyjemności! I nie, nie powiem, że zadbany wygląd już nie jest dla mnie ważny, bo byłabym hipokrytką, ale nie robię tego kosztem złego samopoczucia (po obcięciu węgli), czy odmawianiem sobie lodów, makro też nie liczę, bo mi się po prostu nie chce;)

    Pozdrawiam,
    Sylwia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zazdroszczę wszystkim posiadaczkom kaloryferów i to absolutnie nie jest tak, że je potępiam :) Część z nich osiągnęła to na pewno w zdrowy sposób, ale mogę się założyć, że 80% (lekką ręką licząc) ma przez to już teraz problemy zdrowotne.
      Moje pierwsze podciągnięcia cieszyły mnie o wiele bardziej niż dołożone kilogramy, więc życzę Ci, aby nastąpiło to jak najszybciej :)
      "makro też nie liczę, bo mi się po prostu nie chce" - moja krew! :D

      Usuń
  22. I ja również niestety zauważam tę szerzącą się modę na redukcję itp. Wystarczyło, że jedna osoba o tym wspomniała i już nagle dziesiątki innych też postanowiły zrzucić co nieco. Uważam, że Twoje podejście jest fantastyczne i zdecydowanie należysz do osób, które zdrowo podchodzą do tego tematu :) Ciało to Ty masz boskie i nie rozumiem, że ktoś twierdzi inaczej :D Najważniejsze są nasze osobiste sukcesy, pokonywanie swoich rekordów, a nie bycie za wszelką cenę lepszym od innych. Bardzo dobrze, że zaczyna się poruszać ten temat, bo taka presja zniechęca naprawdę sporo osób. Ważne jest również, aby dążyć do swojego własnego ideału, a nie do cudzej sylwetki, której przecież nie osiągniemy. Nigdy nie będziemy mieli takiej samej figury jak ktoś inny, bo każda z nas ma inne predyspozycje i powinniśmy starać się wyglądać najlepiej na miarę naszych możliwości :)
    A kcal i makro również nie liczę, bo mi się nie chce :D Ważne, żeby dostarczyć odpowiednich składników w posiłku ;) Gdybym miała to wszystko liczyć, to chyba bym na głowę dostała po pewnym czasie i popadła w jakąś paranoję dotyczącą odpowiedniej ilości kcal i makro w ciągu dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Tymi "ktosiami" nie ma co się przejmować :) Zrobiłam ten błąd, że odpowiedziałam na taki komentarz, ale takie już moje zboczenie zawodowe i natura adwokata diabła :D
      Dokładnie tak samo myślę :) A na głowę pada od takiego liczenia stosunkowo szybko ;)

      Usuń
  23. Łączę się w spostrzeżeniach <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej, napusalam kilka dni temu ze owsianka z posta zapiekana to same wegle bez bialka. Moze niejednoznacznie to napisalam. Ale to nie byl zarzut do Ciebie ze Ty jesz za duzo wegli. Tylko ze jak dla mnie ta potrawa na wieczor ma duzo wegli (tak wiem polecasz ja na sniadanie, ale rano nie mam tyle czasu na gotowanie, wybieram maksymalnie szybkie rozwiazanie, a wiecej czasu na zrobienie posilku mam wieczorem wiec to wlasnie wtedy moglabym ja zjesc).
    Akurat sezonowcami i wyscigowcami nie ma sie co przejmowac, byli i beda zawsze, zreszta sama kiedys taka bylam, chcialam w ciagu tygodnia (haha, teraz ciezko mi w to uwierzyc jak sobie przypomne) pozbyc sie wszystkih nadprogramowych kg.
    Chcialabym Ci na wszystko co napisalas w poscie przytaknac ze robie to dla przyjemnosci itd. Ale prawda jest taka ze robie to zeby schudnac, troche wzmocnic miesnie, poprawic kondycje, ogolnie czuc sie lepiej, ciezko mowic o przyjemnosci jezli w miedzyczasie (w trakcie cwiczen) strasznie sie mecze, oblewam potem, czesto nie wiem czy dam rade, czuje sie po prostu slabo. To co chcialam najbardziej napisac to ze jednak troche sie boje i zazdroszcze Ci ze kochasz to wszystko bo dla mnie to srodek do osiagniecia celu a nie przyjemnosc. Osiagniecie celu zajmie mi jeszcze ok rok bo nie spiesze sie z odchudzaniem i nie trenuje na wyscigi, szkoda mi zdrowia ktore kiedys zaniedbalam. Pytanie tylko co dalej? Do zakonczenia jeszcze duzo czasu, ale szczerze mowoac nie wiem czy bede kontynuowac zwlaszcza cwiczenia jak juz bede miala to do czego daze, a z drugiej striny jak to utrzymac i nie stracic? Tak zeby nie osiasc na laurach budzac sie po kolejnym roku ze znowu sie cofnelam do punktu wyjscia.
    Sorka, troche sie rozpisalam, ale chociaz czesciowo mieszczac sie w tematyce bloga. Nie wiem jak to jest, moze po prostu czesc osob jest z natury leniwa i ja pechowo do nich naleze..
    Aa jeszcze tak mi sie przypomnialo, mi nie przeszkadza ze ludzie obcinaja wegle bo nie czytam wielu blogow a tylko kilka wybranych, patrzyc co jedza ludzie dookola i moja rodzina widze ze to prawie same wegle i koniec.. Ale bawi mnie panika przed tluszczem, bo przeciez kazdy gram nam sie odlozy :P kiedys kolezanka zobaczyla ze jem orzechy to mi powiedziala ze sa kaloryczne i nie powinnam jesc, serio? Zabawne, bo przeciez lepiej sie najesc ciastek i lodow :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podałam jako przykład z białkiem Twój komentarz, ale węgle pojawiły się znacznie wcześniej - przy fotomenu albo lunchboxie - nie pamiętam już teraz. Twojego komentarza nie odczytałam jako agresywny ;)
      No wiesz, kto by tak nie chciał ;) Pamiętam, jak w jedno lato z okresu gimnazjalnego 3/4 mojej diety stanowiły figi i czereśnie, bo wyczytałam w "Bravo girl!", że od nich ma się płaski brzuch :))) Do tego oczywiście wykonywałam dołączone do artykułu ćwiczenia, a jak!

      Trochę przykro jest mi czytać to, co piszesz o zmuszaniu się do aktywności. Ale nie dlatego, że nie rozumiem, jak można tego nie lubić, tylko przez sam fakt poczucia obowiązku. Jasne, że dla utrzymania efektów MUSISZ dalej trenować. Ale kombinuj dużo z rodzajem uprawianego sportu. Aż do momentu, kiedy znajdziesz aktywność, którą pokochasz. Nie muszą być to treningi z internetu, bieganie, siłówka, rower. Teraz są takie możliwości, że nie uwierzę, jeśli napiszesz mi za jakiś czas, że niczego dla siebie nie znalazłaś.
      Jeśli jesteś leniwcem z natury, to może kup sobie psa i przynajmniej chodź z nim na długie spacery? :)

      Mnie też obcinanie węgli nie przeszkadza. Ale węglowodany to główne źródło energii dla organizmu i jeśli połączymy to z mocno wysiłkowymi treningami, nie wyjdzie z tego nic dobrego. Zawodnicy sportów sylwetkowych (którym diety i treningi układają fachowcy!) sami mówią, że treningi na kilka dni przed zawodami to wielka męczarnia. Nie wyobrażam sobie funkcjonować na 50g węgli dziennie ćwicząc siłowo, biegając i jeżdżąc na rowerze dzień w dzień przez więcej niż 1 dzień.
      Z orzechami, słonecznikiem i innymi "oleistymi" produktami miałam podobne przygody, więc dobrze wiem, o czym mówisz :D

      Usuń
  25. ja ślepa jestem a mięśnie widzę! fakt faktem - już mi niedobrze jak patrzę na swoją fejsbukową tablicę zalaną fit-postami -,-

    OdpowiedzUsuń
  26. Haha.... A już zastanawiałam się czy ze mną jest coś nie tak, bo nie liczę kalorii i makro. Jem na czuja, to co organizm potrzebuje. Dużo warzyw, potem białko i węgle.
    Zauważyłam również trend u blogerek na redukcję. Nie popieram czegoś takiego na hop siup, bo trzeba się pokazać w stroju na plaży a dziewczyny tak na prawdę posiadają piękne i wysportowane ciała.
    A co do Ciebie - masz piękne ciało. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Też o tym u siebie pisałam :)
    Co ciekawe - nie u siebie ale na innym blogu spotkałam się z komentarzem (anonima oczywiście :) ), że to są zwykłe wymówki leniwych dziewuch, które się nie chcą za siebie wziąć. Także tego. Jesteśmy leniami :P
    A figurę masz bardzo ładną i kropka :D

    OdpowiedzUsuń
  28. ale burzliwa dyskusja :) oczywiście że wyglądasz pięknie i bardzo FIT
    nie ma innej możliwości nie ma co się przejmować innymi opiniami

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo fajny i mądry wpis, mnie też przeraża i trochę zniechęca do całego tego świata fit, lubię wysiłek fizyczny, dbam o swoją dietę, ale nie popadam w paranoje i nie ścigam się ze wszystkimi, w końcu to moje życie, moje ciało i moje samopoczucie ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Na niektóre blogi zaglądam już od dawna (Twój jest zresztą jednym z nich) i zauważam, że w miarę uzyskiwania popularności przez stronę, pojawia się moment, kiedy posty zaczynają komentować ludzie szukający tylko okazji, by wbić gdzieś szpilę pod pretekstem "ja wypowiadam jedynie swoją opinię". I ten etap jest chyba nieunikniony. Radzę po prostu ignorować takie komentarze. ;)
    A propos tych diet i nagłego bum na bycie fit (cokolwiek to znaczy), to nie będę krytykować, bo sama należę do osób, które w pewnym momencie się budzą i stwierdzają, że muszą "już, teraz" coś zmienić. I nie dla każdego ten okres może być przyjemny, a wysiłek fizyczny sprawiać radość, bo każdy z nas ma odmienne gusta. Przynajmniej na początku ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. I to jest asertywność:) Podoba mi się taki sposób myślenia. Jestem za tym, że aktywność fizyczna ma sprawiać radość i sama w sobie powinna być celem:)

    OdpowiedzUsuń
  32. nie rozumiem tego typu hejtow dotyczacych Twojej osoby... po pierwsze dlatego, że "czytam Cię" juz od dluzszego czasu :) i wiem ze stawiasz na zdrowe zywienie i ruch!!! a nie na kulturystyke!! chcesz byc po prostu fit i to jest fajne!!! kazdy ma inny cel, a jak ktos nie chce to niech nie zaglada :D

    OdpowiedzUsuń
  33. mój świat też obecnie wariuje :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama