31 maja 2014

Dieta? Nie, dziękuję!


W ciągu ostatnich dni (konkretnie było ich dwa, a właściwie 1 i 2/3) przypomniałam sobie, dlaczego nie lubię diet. To znaczy tych w powszechnym znaczeniu tego słowa - z ograniczaniem ilości jedzenia, rodzajów produktów, ważeniem, liczeniem kalorii, odmierzaniem porcji, jedzeniem na godziny i inne takie; zresztą na pewno wiecie, o czym mówię. Przejdę więc od razu do tłumaczenia nie co, a dlaczego.

W środy w pracy potwornie się nudzę, jeśli nie ma akurat żadnego z szefów, w dodatku czekam już tylko na weekend i te godziny za biurkiem dłużą mi się w nieskończoność. Zazwyczaj biorę ze sobą coś do poczytania, notatki do nauki, włączam jakiś film albo odmóżdżającą gierkę, ale w tym tygodniu nic nie pomagało na nudę. A że jestem podobna do większości ludzi w tym względzie, i zazwyczaj kiedy się nudzę - wpadam na głupie pomysły, to... wpadłam na głupi pomysł. Pomysł pt. "A może by tak redukcja?". Jako że wtedy wydawał on mi się wcale nie taki zły, szczególnie z uwagi na to, że odstawienie nabiału łączyło się z ogromną podażą kasz i ryżów z owocami, co zaowocowało (dosłownie!) - jakby to ładnie nazwać - krągłościami tu i tam (tak, chodzi o boczki), wcieliłam w życie swój plan.
Opiszę, jak to wyglądało, ale ostrzegam - NIE RÓBCIE TEGO W DOMU!

Korzystając z internetowych kalkulatorów obliczyłam swoje BMR i RMR. W przybliżeniu wyszły mi wyniki odpowiednio 1450 i 2200 kcal. 1800 kilokalorii przyjmowanych dziennie wydawało więc się być rozsądną opcją. Makra podzieliłam według wzoru 40/30/30 (WBT), co dało mi 3g węgli/kg masy ciała, 2,25g białka/kg masy ciała i 1g tłuszczu/kg masy ciała. Wszystko to podzieliłam na 5 równych posiłków (żeby w razie czego móc je spożywać zamiennie) i ułożyłam dwa całodzienne zestawy, z których jeden podziwiać możecie poniżej.


Efekt był taki, że ciągle myślałam o jedzeniu i mimo tego, że nie byłam tak naprawdę głodna, to czułam się jakbym była i wciąż miałam ochotę chrupnąć coś jeszcze. Dlatego też wczoraj, po pięknie odważonych i zjedzonych posiłkach postanowiłam tuż przed umyciem zębów zjeść kilka ciasteczek czekoladowych (fit, żeby nie było). Zjadłam i byłam strasznie zadowolona, że ta dieta się skończyła ;)


Zdecydowanie gotowe diety nie są dla mnie. Nie lubię być ograniczana. Chcę jeść, kiedy mam na to ochotę i na co mam ochotę. Nie chcę tracić czasu na ważenie składników. Chcę zjeść truskawki, kiedy będą mnie kusić zapachem i łososia, na widok którego będę się ślinić w sklepie. Nie chcę odkrawać plasterka pomidora tylko dlatego, że nie mieści się w przepisanych 100g.
Dlatego wybieram zdrowe odżywianie i słuchanie swojego organizmu. Po raz kolejny przekonałam się, że to najlepszy i najprostszy (złoty) środek :)

18 komentarzy:

  1. Wszystko zalezy od indywidualnych upodobań i preferencji. Do tej pory odzywiałam się zdrowo,jednak mimo treningu i zwiekszania intensywnosci cwiczeń tłuszczyk nie chciał znikać. Byłam w takim momencie,że musiałam zmusic odpowiednim bodźcem mój organizm do spalenia ,,jeszcze ociupinkę''ciałka:) Zaczełam liczyć kalorie choc do tej pory wydawało mi się to zmudne i niepotrzebne. Miałam chwile zwątpienia,zwłaszcza jak wszystko trzeba było skrupulatnie spisywać,liczyć -a tu praca od rana do wieczora,przygotowywanie posiłkow,trening ...w konsekwencji brak sił i czasu. No cóż..zagryzałam zeby,zwłaszcza jak zaczęłam widziec efekty. Fakt,że nie trzymam się skrupulatnie wszystkich wytycznych, czasem zjem czegoś mniej,czasem wiecej,ale w ogólnym założeniu staram się nie przekraczac ilosci węgli,a dobijac odpowiednio do wartości białko i tłuszcze. To daje dobry obraz tego ile kalorii się pochłania i dlaczego nie widac efektów - ten eksperyment otworzył mi oczy na to ile ja wciagam (za duzo,nawet przy niejedzeniu słodyczy i smieciowego żarcia). Krótkoterminowo sie sprawdza,ale nie jest to zapewne metoda na dłużej. Mozna by było zwariować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje zdanie znasz na ten temat. Zszokowałaś mnie że Ty w ogóle o czymś taki pomyślałaś. Przecież do tej pory jedząc tak jak jadłaś (przed odstawieniem nabiału i mięsa) sama pisałaś że czujesz się dobrze i widzisz postępy (które widzą także inni o czym przekonać się mogłaś o nie jednym komentarzu). Dla mnie uchodziłaś za właśnie taką osobę która jada kiedy chce wybierając zdrowo ale bez restrykcyjnych ograniczeń,dlaczego więc kombinować? Sama wiesz jak łatwo wpaść w manię liczenia ale później nie łatwo z tego wyjść...

    Ciekawa jestem czy odstawienie nabiału jakoś mocno wpłynęło na Ciebie? Bo jeśli nie to widzisz że nie warto było z tego rezygnować,bo tylko nabawiłaś się kolejnego ''problemu'' który moim zdaniem jest w nawet nie widoczny.

    Wiesz że możesz na mnie liczyć,ale wiedz też że jak trzeba będzie to dostaniesz opieprz z tym że może bardziej prywatnie. Więc nie pakuj się już w takie eksperymenty ,wiem co piszę... Zdrowe,zbilansowane żywienie to coś co daje efekty,a Ty sama o tym pisałaś i mam nadzieję że nie zrobisz już nic podobnego jak odstawianie,cięcie czy wywalanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozazdrościć pracy:)
    A dieta hmm....zdrowe odżywianie zawsze wychodzi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana nie tykaj więcej takich eksperymentów :D Ja również wybieram słuchanie swojego organizmu ;) Nie liczę kcal ani makro, bo wiem, że pewnie łatwo popadłabym w manię liczenia tego wszystko i nie wiadomo, co by później z tego wynikło... Pewnie nic dobrego oczywiście ;) Lubię jeść zdrowo, ale to co lubię i na co mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem życie z liczeniem kcal wcale nie jest takie jak piszesz, jezeli sie do tego odpowiednio podejdzie. Przede wszystkim absolutnie nigdy nie dopadlo mnie to myslenie o jedzenie jezeli jestem mocno zabiegana. Sama napisalas ze potwornie nudzilas sie w pracy. Jezeli mnie dopada nuda to tez chetnie sobie zajrze do lodowki czy szafki, ile z nas ma taki sam odruch! Poza tym kiedy zaczynalam wazyc jedzenie to skupialam sie na tym zeby dobrze sie tego uczyc i umiec oceniac swoje posilki. Dzieki temu ja nic nie planuje tylko w czasie gotowania szybko wrzucam na wage i zapisuje, wszystko na koniec dnia sumuje i zabralam takiej wprawy ze wiem, ze zawsze mi wyjdzie. Jezeli chce zjesc miske truskawek to tez to robie swiadomie rezygnujac z czesci weglowodanow w innym posilku.
    Doskonale rozumiem ze dla Ciebie moze byc to mimo wszystko meczace bo nie kazdy sie do tego nadaje. U mnie jednak jakies szczegolowe wyliczenia wlasnie mocno zmniejszaja ochote na schrupanie ciasteczek i inne wyskoki ktore pojawiaja mi sie w glowie :) Poza tym niejednokrotnie powtarzam: mi wazenie i liczenie czesto pozwala zjesc wystarczajaco duzo. Czasami bez wagi umyka mi ze jednak było tego danego dnia za malo a potem dziwie sie skad nagle spadki energii

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja sie z tb zgadzam. Sama próbowałam wszystko liczyć i wgl z dokładnością, ale zawsze nie miałam ochoty tego robić. Nie lubie takze planowac sb z góry co będę jeść, bo nie zawsze w danej chwili mam na to ochotę. Zresztą te wszytskie diety długo u mnie trwały. Zdrowe, racjonalne jedzenie zawsze zwycięży. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam tak samo nie wytrzymala bym jakbym sobie sama tegonie ustalila

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi nigdy nie przyszło coś takiego do głowy, bo wiem, że nie wytrzymałabym nawet jednego dnia. Odkąd wprowadziłam zdrową żywność do swojego menu czuję się świetnie, efekty same się pojawiają i jem to na co mam akurat ochotę :)

    Dobrze Maggie, że szybko poszłaś po rozum do głowy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak! To jest recepta na sukces by osiągnąć sylwetkę marzeń- nie ma nic prostszego niż jeść to co się chce w wersji zdrowej w 4-5 posiłkach o mniej więcej równych porach, ale jak ma się ochotę na owoc lub coś innego zdrowego to czemu nie? :-)
    Niektórzy piszą do mnie, że oni tak nie potrafią, lub że liczenie kalorii jest lepsze... hm... wydaje mi się jednak, że nigdy nie spróbowali na dłuższą metę naszego sposobu.
    Więc dobrze, że piszesz o tym i że spróbowałaś tego bo to Cię tylko utwierdziło w przekonaniu, że to co robiłaś do tej pory jest właściwe.
    Niedawno po poście o redukcji u Alicji też pomyślałam sobie, że może redukcję zrobię- te myśli trwały 15 minut i mi przeszło. Kochać siebie i szanować siebie to wiele czynników- nie tylko patrzenie w lustro i mówienie "ładna jestem", ale to jak się czujemy sami ze sobą, jak siebie traktujemy, co do siebie wkładamy i czy potrafimy dostrzegać każdego dnia pozytywne aspekty swojego życia oraz czy chcemy się rozwijać i zmieniać na lepsze.
    Niby taki banalny temat, bo liczenie kalorii i jedzenie, a jaki głęboki i posiadający drugie dno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie zdanie idealnie odzwierciedla tę sytuację. Niby coś prostego, ale jednak ma drugie dno. Nie mogłabym się trzymać jakichś ściśle określonych reguł i kalorii. Chcę zjeść jabłko to je zjem :D Masz rację Agnes, miłość i szacunek do samego siebie są niezwykle ważne! Obie Kochane jesteście przepiękne i niezwykle zgrabne i niech żadna mi tu o redukcji nie myśli! :*

      Usuń
    2. powiem Wam szczerze, że ja właśnie nie wyobrażam sobie siebie siedzącej z kartką i długopisem w ręce rozpisującej kalorie cyferka po cyferce przy posiłkach
      nienawidzę ograniczeń

      Usuń
  10. hehe zdziwiło mnie że wpadłas na tak szalony pomysł... nigdy mi "to" do Ciebie nie pasowało :D hehe

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba nikt nie lubi być ograniczany, tylko pewnie ile osób wcześniej było na różnych dietach za nim stwierdziło którędy ma podążać :) Do niektórych rzeczy i rozwiązań trzeba dojść metodą prób i błędów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Poczyniłam dokładnie taki sam krok! Wykopałam wagę kuchenną i przestałam planować co zjem, z wyprzedzeniem - o dziwo, w wcale mi to nie zaszkodziło. Wystarczy jeść czysto i zdrowo.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uznaję jedynie zdrowe i racjonalne odżywianie, żadnych diet. Nie lubię też strasznie tego, że ludzie widząc, że rezygnuję z pizzy czy smażonych dań pytają 'a z czego Ty się odchudzasz?', ale to temat rzeka, a ludzie iii tak będą zadawali takie pytania..

    OdpowiedzUsuń
  14. Całkowicie się z Tobą zgadzam, pytanie jednak co w przypadku jeśli faktycznie chcesz trochę zredukować wagę? Jeśli słucham swojego organizmu i jem zdrowo to owszem nie tyję ale również nie chudnę... Jeśli ćwiczę więcej to aby nie opaść z sił muszę jeść i znów nie chudnę. W takim przypadku chyba pozostaje jedynie dieta... :(

    http://extrafitt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. hihi rozśmieszyłaś mnie z tymi ciasteczkami:) Powiem Ci że ja mam bardzo podobnie:) nie potrafie byćdługo na diecie takiej typowej:)

    OdpowiedzUsuń
  16. nigdy nie przestrzegałam żadnej zaplanowanej diety i 100% cię popieram, po prostu zmiana sposbu żywienia, jedzenie mniej wystarcza w zupełności ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama