21 marca 2014

Jak radzić sobie z kompleksami?


Jakiś czas temu zostałam poproszona o napisanie posta na temat kompleksów i tego, jak sobie z nimi radzić. Wcześniej "liznęłam" już ten temat w tym wpisie, do którego zapraszam zainteresowanych. Jeśli nie lubicie czytać dużych ilości tekstu - niczego nie tracicie, bo i tak przedstawię tu moją całą filozofię.

Zacznę od tego, że jeśli chodzi o wygląd, nie mam żadnych kompleksów. Jedyne, co stanowi mój kompleks, z którym staram się walczyć, to moja wiedza (czy raczej niewiedza?). I bynajmniej nie chodzi o to, że jestem głupia, bo za taką się nie uważam. Często jednak boję się odkrywać z moja wiedzą, kiedy z kimś rozmawiam (a nuż zagłębi się w temat i będzie drążył, aż dojdzie do momentu, kiedy nie będę wiedziała, co odpowiedzieć) albo na zajęciach, kiedy pytanie kierowane jest do całej grupy. Zazwyczaj odpowiedź, którą chciałam podać pokrywa się z tym, co powie ktoś inny i jest dobra, ale lęk przed tym, że będzie jednak niepoprawna i tylko się wygłupię, wygrywa. Zdarza mi się to coraz rzadziej, ale wciąż taki tok myślenia siedzi w mojej głowie. Jestem tak samo mądra/głupia jak Sokrates: wiem, że nic nie wiem.

Wróćmy jednak do wyglądu, bo to zapewne interesuje Was najbardziej.
Gdybym chciała, mogłabym nawymyślać sobie miliony kompleksów. Mogłabym być za wysoka, za niska, za gruba, za chuda; mogłabym mieć za szerokie biodra, za wąską talię, za mały biust, za grube uda, zbyt umięśnione łydki, za chude ramiona, krzywe palce, cellulit, rozstępy i pyzatą buzię. Pewnie gdybym Wam o tym nie napisała, nie zwrócilibyście na to uwagi, a teraz znajdą się tacy, którzy zaczną się przyglądać zdjęciom ;)
Morał z tego taki, że jeśli Ty nie będziesz zwracać uwagi innych ku twoim kompleksom i non stop o nich nawijać, nikt tego nie zauważy. Serio!

A co jeśli nie potrafisz poradzić sobie z kompleksami? Są dwa wyjścia: zmienić albo zaakceptować. Tak naprawdę zmienić w tym momencie można wszystko - jest przecież tyle rodzajów operacji plastycznych, że niedługo zabraknie weny do ich nazywania. Ale nie o to przecież chodzi. Wszczepienie implantów pośladków, mięśni brzucha czy liposukcja nie dadzą Ci takiej satysfakcji, jak to, że osiągnęłaś swoją figurę ciężką pracą. Nie jestem przeciwniczką operacji plastycznych, ale uważam, że jeśli można zmienić coś samemu, nie ma co pchać się pod nóż. Bo o ile implanty piersi czy niezbędne korekcje twarzy (krzywa przegroda nosowa, naczyniaki, blizny) jestem w stanie zrozumieć w niektórych przypadkach, tak wymienione wyżej przykłady to już według mnie konkretne przegięcie i są synonimem lenistwa.

Najważniejsza jest jednak samoakceptacja. Jeśli nie podoba Ci się to, jak wyglądasz, zawsze będziesz nienawidzić swojego ciała, nawet jeśli osiągniesz figurę, jaką na początku sobie założyłaś - w końcu każda zmiana zaczyna się od inspiracji. Dlaczego? Dlatego, że będziesz miała mniejszy biust, szerszą talię i mniej odstający tyłek niż ta pani ze zdjęcia, która była Twoją inspiracją.


Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo 170 cm wzrostu to za dużo i ktoś, kto będzie czuł się z nim jak liliput.
Ktoś, komu rozmiar stopy 39 wyda się gigantyczny i ktoś, kto będzie chciał mieć większy.
Ktoś, dla kogo miseczka "B" będzie zbyt mała i ktoś, komu taki biust wyda się zbyt dużym ciężarem.
To wszystko jest kwestią uznaniową, wyrażeniami niedookreślonymi, które dookreślasz Ty. Dlaczego więc według Twojego mniemania ideał nie może mieć właśnie 170 cm wzrostu, nosić butów o rozmiarze 39 i stanika z miseczką "B"?
Natomiast co do rozstępów, wszystko niech powie ten obrazek:

źródło: Facebook


Pamiętaj - jesteś wyjątkowa, tak jak każdy inny człowiek. Masz wyjątkową figurę, wyjątkowy biust, wyjątkowe pośladki, wyjątkowy nos i wyjątkowe piegi. Dzięki temu, że każdy z nas jest inny, świat jest piękniejszy. Nie szukaj inspiracji w internecie, stań się swoją własną. Dąż do tego, żeby stać się swoja najlepszą wersją. Z małym biustem, rozstępami i krzywym nosem. Bo kto powiedział, że to jest złe? :)

52 komentarze:

  1. Piękny post i morał! Od siebie dodam, że jeśli zawsze będziesz wyszukiwać sobie momenty w życiu, których przekroczenie uczyni cię szczęśliwym, to nigdy taki się nie staniesz. Droga do celu powinna czynić zadowolonym z siebie, bo w jej trakcie się zmieniamy. Niestety, -5 kg na wadze nie zmieni tego, że nie szanujesz swojej pracy i siebie w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądre słowa. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Powinniśmy być szczęśliwi teraz i cieszyć się z tego, co już osiągnęliśmy, zamiast myślenia "będę szczęśliwa, jeśli...". Wyznaczanie celów jest ważne i bardzo motywuje, ale nie powinno być wyznacznikiem wartości :)

      Usuń
  2. naprawdę super wpis! :) nie znam chyba kobiety, która nie miałaby żadnych kompleksów, sama kiedyś byłam bardzo, ale to bardzo zakompleksiona, potrafiłam wszystko zmienić w wadę, to był okropny etap w moim życiu i tylko wszystko utrudniał, próbowałam wiele w sobie zmieniać, ale chyba w końcu dojrzałam do tego, by wszystko zaakceptować, troszkę mi to zajęło i była to nawet ciężka walka, ale się udało, obecnie również mogłabym wymyślić w sobie coś, co nie do końca jest idealne, coś co mi się nie podoba, ale po co? nie poczuję się przez to lepiej, wręcz przeciwnie! samoakceptacja jest naprawdę niezwykle istotna w naszym życiu, wszystko jest dzięki temu prostsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ciekawsze, często jest tak im dziewczyna atrakcyjniejsza, tym zazwyczaj ma więcej kompleksów.
      Choć to akurat nie reguła, bo ja też miałam ich całą masę ;) Ale zaakceptowałam siebie, a co mogłam to zmieniłam. Teraz jestem o wiele bardziej pewna siebie i już nie liczę płytek chodnikowych, kiedy idę po mieście, ale patrzę przed siebie z wysoko uniesioną głową :)

      Usuń
    2. i tak właśnie powinno być! ;D teraz też nie gapię się już w chodnik ;)

      Usuń
  3. Ja się przyznam, że sobie średnio radzę, mam takie dni kiedy nie potrafię dostrzec w sobie ani jednej pozytywnej rzeczy, po prostu czuję się jak kupa, pardon za wyrażenie. I mimo że mój chłopak prawi mi komplementy, widzę że moje ciało zmienia się na plus, to są rzeczy, których nie zmienię, łydki mi się nie wysmuklą, mogą się co najwyżej jeszcze rozrosnąć od mięśni. Nie mam na to recepty, po prostu jakoś z tym żyję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w komplementy mojego faceta nie wierzę, bo lubi przesadzać :D
      Ale dla Ciebie mam radę - w jeden z tych lepszych dni spisz wszystkie swoje zalety i zaglądaj do nich w chwilach słabości.
      Co do łydek - widziałaś ten wpis? Ja też myślałam, że nic z moimi nie zrobię, ale stretching zdziałał cuda :)

      Usuń
    2. Prawie wszystkie te pozycje są zawarte w moim standardowym strechingu, więc niestety, chyba taka moja genetyka :) O tak, faceci potrafią znaleźć zaletę w czymś, co my uznajemy za wadę :)

      Usuń
    3. A ja bym chciała, żeby moje były bardziej przypakowane, dopiero niedawno zaczęły przybierać jakiś kształt. Łydki to łydki, ale co zrobić, jak się ma koślawe kolana, jak moje? Młotem nie naprostuję, przywykłam :D ale ile kompleksów z tego powodu było wstydziłam się nosić spódnice, a do szkoły to prawie nigdy ich nie ubierałam. Albo wmawiałam sobie, że mój tyłek jest niereformowalny, już nie wspominając o tym, jak dzięki Adasiowi Miauczyńskiemu dotarło do mnie, że mam "dupkę w jabłko" :D

      Usuń
    4. Karolina - a ile masz w łydce?

      Zielpy - oj przypakować łydki jest ciężko. Ale powodzenia życzę :)
      O, krzywe nogi to idealny przykład na akceptację wad, bo z tym to już chyba naprawdę nic się nie zrobi. Dobrze, że przywykłaś do tego, bo szkoda życia na zamartwianie się takimi głupotami. Jeśli podobasz się sobie - nie obchodzi Cię opinia innych :)

      Usuń
    5. 37,5cm jeśli dobrze zmierzyłam.

      Usuń
    6. Maggie, podobno widzą to tylko fizjoterapeuci i ludzie, którym powiem, że mam koślawość kolan :D także tego.

      Usuń
    7. Karolina - i nic od początku rozciągania nie zeszło?

      Zielpy - także lepiej nie mówić :D

      Usuń
  4. Świetny wpis! Ja sama aktualnie walczę z kompleksami i to właśnie tymi,które można zmienić jedynie za pomocą operacji. Na szczęście udało mi się wykiełkować w głowie myśl ,że kobiecość jest w głowie - jeśli Ty czujesz się piękna i kobieca, to cały świt będzie Cię tak postrzegał. Ja staram się ukrywać wady i podkreślać swoje atuty,często większość z nas o nich zapomina. Zamiast skupiać się na wadach,skupmy się na zaletach. No i nie zapomnijmy - że atutem każdej,a właściwie każdego z nas jest uśmiech i nie ma nic piękniejszego niż uśmiechnięty i szczęśliwy człowiek, przynajmniej ja tak uważam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Podkreślanie atutów sprawi, że nikt nie zwróci uwagi na mankamenty :)
      U uśmiechu planowałam napisać, ale wyleciało mi z głowy w trakcie pisania. Dobrze więc, że o tym wspomniałaś :)

      Usuń
  5. Ja swojego ciała nie znoszę. Im więcej ćwiczę, tym gorzej ono wygląda. Cellulitu wg nie ubywa, tłuszcz jak był- tak jest. Nigdy nie polubię swoich nóg ani piersi. Generalnie jest do dupy ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To aż niemożliwe. Od kiedy ćwiczysz, co, no i najważniejsze - jak wygląda Twoja dieta?

      Usuń
  6. Zaczynam akceptować swoje ciało, powiem nawet,że gdyby nie brzuch bylabym naprawdę w 100% zadowolona z siebie, niestety o ile mogę jeszcze zrzucić tluszcz z niego to nie poprawię już dalej, ciąża zostawiła mi rozstępy i pomarszczoną skórę dlatego ostatnimi czasy rozważam pójście na mezoterapię w celu usunięcia rozstępów,wygladzenia i ujędrnienia go.
    Pod skalpel może i bym poszła chociaż jednak lęk wygrywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mezoterapia? Nie słyszałam o tym. Jeśli ma Ci pomóc w powrocie do formy sprzed ciąży, nie zastanawiaj się dłużej. Mam przyjaciółkę, która 1,5 roku temu urodziła córeczkę i wiem, że ta zwisająca i "rozstąpiona" skóra stanowi duży problem.
      Widzę, że do cięcia masz takie samo podejście jak ja ;)

      Usuń
    2. Oj jestem zdecydowanie w lepszej formie, powiedzialabym,że teraz wyglądam najbardziej korzystnie, wczesniej bylam chudym szczypiorem, potem przytyłam bo rzucilam fajki i byłam rozlazła a teraz jestem Fit :D Jedynie to brzuch ale w sumie...nie pokazuje go codziennie światu.

      Usuń
    3. Z tym ''rozlazieniem'' to przez rzucenie fajek? Nie mów? A myślałam że to wychodzi na dobre.

      Usuń
    4. Na pewno wychodzi na dobre, ale fajki czymś się zawsze zastępuje i zazwyczaj jest to jedzenie - stąd tycie ;)

      Matko-Polko - ale idzie lato i na pewno wybierzesz się na plażę, pewnie nie raz. Ja na Twoim miejscu nie wahałabym się :)

      Usuń
    5. no pewnie,że wyszło mi na dobre :) tylko trochę ciała nabrałam z 50 kg utyłam niewiem kiedy do 65 a wcale jakoś więcej nie jadłam i się zrobiłam taka wiotka a to nie były czasy gdzie w glowie mi były jakieś ćwiczenia, a to było....ho ho daaawno temu :D

      Usuń
    6. Dobrze, że te czasy już za Tobą :D

      Usuń
    7. Na zdrowie mi to tylko wyszło, mam spore problemy z żołądkiem i do dziś miewam różne akcje jelitowe też a to co kiedyś przechodziłam....nie wiem czemu taka durna byłam i żyłam jak żyłam...
      Dobrze,że to za mną :) człowiek się uczy.

      Usuń
    8. Więc skoro nie jadłaś aż tak to jak to się stało? Przestraszyłaś mnie trochę:P

      Usuń
    9. Co się stało? Zaczęłam jeść regularnie :d po wprowadzeniu się z domu mieszkałam na stacjach gotować się nie chciało, pracowałam fizycznie bo jako pomocnik tapicera i prowadziłam dziwny tryb życia. W poznałam obecnego męża i zamieszkały razem, zaczęło się gotowanie i regularne jedzenie potem zdecydowałam zajść w ciążę wiec rzuciłam palenie.kiedy szłam do ginekologa wakacje pokazała 65.rodzilam z wagą 76.a teraz jest 61. Spoko. Z taką figurka jaka masz będziesz po porodzie łaska ;)

      Usuń
    10. Przepraszam za błędy pisałam z telefonu :/

      Usuń
  7. Jak wiesz ja z kompleksami mam nie mały problem szczególnie ostatnio.

    Bardzo się cieszę że napisałaś o tym i w taki sposób to przedstawiłaś. Dlaczego? Bo tu chodzi o luźne podejście, którego ciągle się uczę by zaakceptować siebie w całości. Wiem ze może to jeszcze potrwać,wiem ze wpływ na ocenę o sobie ma wiele czynników,ale wiem też że tylko ja mogę z tym walczyć i pozbyć się kompleksów całkowicie.


    I co jeszcze bym dodała? Że ludziom chyba nigdy nie dogodzi,bo szczególnie Polacy to naród ciągle narzekający,a z tego trzeba się wybić żeby nie zwariować i nie zatracić siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. Ale Ty to szybko pokonasz :)

      Mądrze piszesz. Ale wiem, że to tylko pisanie, które przychodzi łatwo. Z wdrożeniem w życie jest o wiele, wiele ciężej... Nie mniej jednak trzymam za Ciebie mooooocno kciuki! :*

      Dogodzić nie da rady, to prawda. Dlatego nie ma co oglądać się na innych i być sobą :)

      Usuń
  8. Świetny wpis. Ja całkiem niedawno doszłam do tego momentu kiedy zaczęłam siebie w 100% akceptować.

    PS. Ja mam rozstępy! I co z tego? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty ? A gdzie je masz,bo ja nie zauważyłam:)

      Ja rozstępy też mam i trochę skóry która niekiedy mocno denerwuje szczególnie przy schylaniu:D

      Usuń
    2. Ja mam mnóstwo rozstępów, na pośladkach/biodrach też i ostatnio miałam krótkie spodenki, a mój narzeczony dopiero kilka dni temu zauważył rozstępy, które mam od podstawówki- a razem jesteśmy 9 lat :D

      Usuń
    3. Też je mam ;) Na biodrach, pośladkach, w tylnej górnej części łydek i na kolanach od wewnątrz... Mój narzeczony nie wiedział, co to jest. Myślał, że tak ma być i każda kobieta to ma ;) Trochę go uświadomiłam, ale tylko tyle, ile wiedzieć powinien :D

      Za to kolega kiedyś, kiedy założyłam spódnicę i miałam gołe nogi, spytał mnie, "co to jest", bo wygląda jakbym biła się z niedźwiedziem. Miałam ochotę zacytować mu ten tekst o "goddamn tigerze", ale powiedziałam tylko, że skoro tak to wygląda, to niech będzie, że walczyłam z niedźwiedziem. I wygrałam :D

      Usuń
    4. Też mam rozstępy na udach, piersiach, nawet pośladkach ale nie są one tak "uporczywe" jak te na brzuchu ze względu na to,że w tym miejscu skóra się zmarszczyła i jeszcze bardziej uwydatnione są te rozstępy.

      Usuń
    5. U mnie biust ominęły. Ale co z tego, skoro i tak nikt go nie ogląda? :D

      Usuń
  9. Dopiero po 30. zaakceptowalam wszystko i zrozumiałam że moje wady są tak naprawdę moimi zaletami, bo sprawiają że jestem wyjątkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o nich nie myślę w kategorii wad. Jest sobie coś, czego nie mogę zmienić, więc widocznie tak już musi być. Nie myślę o tym wcale :)

      Usuń
  10. Tobie może się wydaje to takie łatwe, ja sobie nie daje z nimi rady, mimo, że wiem iż ludziie mają o wiele gorsze problemy niż ja, nie potrafię patrzyć na siebie z optymizmem, ciągle wydaje mi się, że robie wszystko źle. Są takie dni, że po prostu wole sobie popłakać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się to łatwe. Sama miałam tyle kompleksów, że ich nie zliczę. Duży tyłek, odstający brzuch, mały biust, niedoskonałości na cerze, grube palce, rozstępy, szerokie biodra, odstające uszy, nie taki nos, małe oczy, krótkie rzęsy... Najchętniej zmieniłabym wszystko. Ale lepiej jest zmienić myślenie ;)

      Usuń
  11. Operacja krzywej przegrody nosowej nie jest zabiegiem estetycznym, a typowo zdrowotnym. Przede wszystkim septoplastyka nie zmienia całkowicie kształtu nosa, nos z wszystkimi wzgórkami itp. zostaje taki sam ;)
    Ja odkąd ćwiczę zaczęłam pozbywać się kompleksów - moim największym jest brak biustu, z którym raczej nic poza operacją zrobić nie mogę...
    Moja osoba była jednym wielkim chodzącym kompleksem, była to jedna z przyczyn, która doprowadziła do tego, że leczyłam się u psychiatry i brałam antydepresanty :) moje życie było tragedią, na myśl o tym, że mam się o coś kogoś obcego spytać, wpadłam w kompletną panikę. A pewnego dnia postanowiłam to zmienić całkowicie...zaczęłam ćwiczyć, zdrowo się odżywiać, dzięki temu udało mi się z tego wyjść, skończyłam terapię, biegam, pragnę wystartować w maratonie...Zmieniłam swój styl życia kompletnie, zaczynam siebie akceptować, a co ważniejsze zaczęłam żyć, a nie walczyć o przetrwanie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele klinik medycyny estetycznej ma w swojej ofercie usługę operacji przegrody nosowej i tym się sugerowałam. Chociaż wiem oczywiście, że ma to swoje konsekwencje zdrowotne :)

      Cieszę się, że udało Ci się z tego wyjść. Jesteś doskonałym przykładem na to, że zmiana stylu życia na zdrowszy powoduje nie tylko zmiany wizualne, ale też psychiczne, wewnętrzne :)

      Usuń
  12. ja swoje kompleksy musiałam przeżyć, przeboleć, dojrzeć. swoje wycierpiałam i nie myślę "boże ale byłam głupia" bo wiem, że te wszystkie głupoty doprowadziły mnie do tego gdzie teraz jestem. i gdybym nie była taka głupia może nie nauczyłabym się o sobie tyle, żeby pozbyć się kompleksów. jakby mnie ktoś spytał, czy mam kompleksy to w pierwszej chwili nie wiedziałabym, co powiedzieć. musiałabym się zastanowić. nie wiem, czy mam kompleksy czy nie, bo w ogóle o nich nie myślę. jasne, czasem czuję się tak bardzo grubsza/brzydsza/głupsza od wszystkich. w pewnych sytuacjach to się zdarza. ale sytuacja mija i to poczucie też mija. parę rzeczy zaakceptowałam (chociaż nie wiem, czy kiedyś nie spróbuję jeszcze powalczyć, żeby je zmienić), parę rzeczy zmieniłam, w między czasie zmienił mi się pogląd i wymagania. jest ok. nie czuję się ani brzydka, ani gruba, ani głupia i nie wstydzę się siebie. ale musiałam do tego dojrzeć, popełnić kilka błędów, ponieść kilka konsekwencji, zrozumieć parę rzeczy. myślę, że nie ma szybkiej recepty na kompleksy. i myślę, że w wielu przypadkach one przechodzą same, tak jak trądzik młodzieńczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest w tym trochę racji. Chyba każda nastolatka przechodziła przez kompleksy, które minęły razem z upływem czasu. No i najważniejsze to uczyć się na własnych błędach i nie pozwolić, żeby te głupoty poszły na marne :)

      Usuń
  13. Super post ;)) najważniejsze, że to zaakceptować siebie ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasem się cieszę, że mam kompleksy, bo to one mnie motywują do działania :) Są dni kiedy wydaje mi się, że wyglądam dobrze a są takie, że mam ochotę wejść pod kołdrę i płakać. Mimo tego wszystkiego nie poddaję się i dążę do tego, by dobrze się czuć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kompleksów nie mam (jeśli chodzi o wygląd), a motywacji do działania mnóstwo. Więc nie jestem pewna, czy to tak działa ;)
      Każdy ma takie dni czy chwile. Ważne jest to, żeby się podnieść i walczyć dalej :)

      Usuń
  15. Bardzo przydatny wpis, wiele tracimy gdy nie wierzymy w siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Pojawia się wtedy strach przed działaniem, a przez to może ominąć nas wiele okazji, których niewykorzystania będziemy kiedyś żałować.

      Usuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama