9 maja 2013

Dokąd zmierzasz?

Źródło
Do napisania tego wpisu zainspirował mnie post Savannah Grey. O tym, jakie są moje cele (bardzo ruchome zresztą), pisałam 3 tygodnie temu i w tym czasie kilka z nich udało mi się zrealizować, choć reszta nadal pozostaje aktualna. Nie o tym chcę jednak pisać, ale o tym, co siedzi w głowach osób przechodzących na "jasną stronę mocy".

Większość takich osób decyduje się na zmianę swojego stylu życia pod wpływem motywujących fotek z tumblr czy facebooka, zrobionych trenerkom fitness, laureatkom konkursów IFBB Bikini, aniołkom VS itd. I pół biedy, jeśli na takiej motywacji się kończy.
Gorzej sprawa wygląda, kiedy za wszelką cenę chcemy być takie, jak ta X.Y. - 90/60/90, jędrne pośladki, lekko umięśnione ramiona, nóżki jak patyczki, krata na brzuchu i 12% BF. Załóżmy, że będziesz miała niesamowite szczęście i uda Ci się osiągnąć taką sylwetkę. Co dalej? Przestaniesz ćwiczyć i napadniesz na najbliższy McDonald's?

A teraz prześledźmy najczarniejszy (i najbardziej prawdopodobny) scenariusz - nie będziesz w stanie osiągnąć sylwetki, która widnieje na tapecie w telefonie, na pulpicie komputera i na lodówce. Oczywiście z przyczyn od Ciebie niezależnych, bo ćwiczysz i odżywiasz się wzorowo, tylko masz zbyt grube kości, za szerokie biodra albo za mały biust. Załamiesz się? Prawdopodobnie.

Dlatego celem nie powinien być fit-wygląd, tylko bycie fit.

Źródło

Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mam nieprzeciętnie szerokie biodra i wąską talię, dlatego nie będę nigdy wyglądać jak Ewka ani Zuzka, u których ta różnica nie jest aż tak widoczna.
Z szerokimi biodrami w parze idą mocne uda, a za tymi ciągną się dość rozbudowane łydki.
W żadnym wypadku jednak nie nienawidzę swojego ciała. Wiem, że z tymi jego częściami nic nie zrobię w kierunku drastycznego zmniejszenia ich objętości (chyba że odrąbię sobie kawał miednicy i kości udowych), dlatego akceptuję ich wygląd. Pracuję nad nimi, ale tylko w kierunku wzmocnienia mięśni, a ćwiczę dla samej przyjemności i dla zdrowia.

Jeśli chodzi o odżywianie się, to moja babcia do tej pory nie może przetrawić tego, że rezygnowanie z kopytek czy białego chleba nie równa się odchudzaniu, ale to pokazuje, jak wiele osób podchodzi do zmiany nawyków żywieniowych. Bycie fit to styl życia, a nie droga do celu!
Dlatego najlepsza jest tutaj metoda drobnych kroczków - stopniowe eliminowanie produktów szkodzących naszemu organizmowi, a wprowadzanie tych właściwych. Jeśli obudzisz się pewnego dnia rano i postanowisz nie jeść słodyczy, pić 2,5l płynów dziennie, odstawić produkty mączne, jeść warzywa 5 razy dziennie, ćwiczyć godzinę 6x w tygodniu itp.itd., to szybko się zniechęcisz albo będziesz się męczyć i odetchniesz z ulgą, kiedy w lustrze zobaczysz wymarzoną sylwetkę i stwierdzisz, że nie musisz już się katować.
Zmiana nawyków żywieniowych powinna być trwała, a żeby taka była, nie może męczyć. Jeśli uwielbiasz pizzę, lody, zapiekanki czy cokolwiek innego, co powinno być zakazane - zostaw sobie eliminację tych produktów na koniec. Zastąp je najpierw zdrowszymi zamiennikami, aż w końcu pozbędziesz się ich w ogóle.
Dla mnie najgorszą sprawą (jedną z wielu zresztą) było odstawienie chipsów. Przedostatnim razem próbowałam ich wczesną jesienią, ale ostatnio zakupiłam paczkę około 1,5 miesiąca temu. Normalnie zjadłabym całą, ale po tak długim odwyku 1/3 całości wystarczyła, żeby pojawił się ból brzucha i nudności. Od tej pory pamiętam to uczucie za każdym razem, kiedy widzę chipsy i dzięki temu wiem, że już ich nie tknę.


Podsumowując - nie inspiruj się zdjęciami kobiet-anonimów. Bądź najlepszą wersją siebie. Pokochaj swoje ciało, ćwicz z miłości do niego i odpowiednio je odżywiaj, a na pewno Ci się odwdzięczy.

10 komentarzy:

  1. bardzo mądry wpis! to prawda, trzeba postawić na bycie fit - rozumiane wszelako, nie dążyć tylko i wyłącznie do osiągnięcia wymarzonej figury

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Właśnie to starałam się przekazać.

      Usuń
  2. Bardzo rzeczowo napisane:) Zgadzam się:) Niekiedy inspiracje w postaci modelek itd. stają się obsesją dla niektórych osób.

    Bardzo konkretnie to ujęłaś ,post dający do myślenia:)

    Brawo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      To prawda, jest cała masa odchudzających się dziewczyn, które chcą za wszelką cenę wyglądać jak, przykładowo, Miranda Kerr. I głodzą się za wszelką cenę, bo na sfotoszopowanym zdjęciu miała 15-centymetrową przerwę między udami.

      Usuń
  3. Kiedy zaczęłam dietę myślałam,że to trochę potrwa, ale że potem pewnie wrócę do "normalnego stylu życia". Jednak ten zdrowy całkowicie mnie pochłonął. Moim celem była pewna cyfra, którą osiągnęłam, ale już dawno nie widziałam jej na wadze :) Z czasem wiele się nauczyłam i zrozumiałam dokładnie to, o czym piszesz w notce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na początku było dokładnie tak samo, nie mogłam się doczekać zjedzenia kebaba :D Na szczęście te czasy minęły bezpowrotnie :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama