25 lutego 2017

Jak schudłam 10 kg w 2 miesiące


Schudłam, ale... Czas spojrzeć prawdzie w oczy - jestem skinny fat, a do sylwetki sprzed dwóch lat czy nawet 7-8 miesięcy brakuje mi dużo, choć to słowo nawet w 1/100 nie oddaje dramatyzmu sytuacji. Od szczupłej, umięśnionej sylwetki, jaką prezentowałam, dzielą mnie góry, rzeki, lasy i doliny... A tak naprawdę to tylko półtorej miesiąca treningu siłowego. Znam możliwości swojego ciała i odpowiednio dobranego treningu i wiem, że to będzie takie proste.

Od momentu, w którym po raz pierwszy z przerażeniem spojrzałam na cyferki na wadze minęły 4 miesiące. Wtedy zaczęłam zauważać, że moje ciało nie wygląda dobrze. Nie robiłam z tym jednak nic. Później ważyłam się co miesiąc (nie mam w domu wagi, więc robiłam to przy okazji odwiedzin u rodziców), waga rosła, a ja wpadałam w coraz większą panikę. I nie robiłam nic, aby to zmienić. Od 1,5 miesiąca waga spada sama. Wystarczyło zmienić tryb życia, aby zrzucić prawie 10 kg.


Stara ja

Kiedy zaczęłam nową pracę, przestałam przejmować się tym, co jem, skurczył mi się czas, który poświęcałam na treningi, a wracając o 16 do domu byłam po prostu zmęczona. Ponadto opiekowałam się mężem, który akurat przeszedł rekonstrukcję ACL i zwyczajnie chciałam z nim spędzać więcej czasu. Rehabilitacja dawała coraz lepsze efekty, ale tak spodobało nam się oglądanie filmów, zamawianie pizzy i jeżdżenie do McD, że nie chcieliśmy tego zmieniać. Przecież to był takie fajne! I w sumie nadal jest, tylko nie ma na to czasu ;)

Przełom

Przełom nastąpił, kiedy w końcu po kilku latach wiercenia dziury w brzuchu B. zgodził się na zakup psa. Psa, który miał być dla mnie motywacją do ruszenia tyłka z kanapy nawet wtedy, kiedy mi się nie chce. 
Nie myślałam, że ten maluch będzie wykonywał swoje zadanie z taką skutecznością. O tym, jak wyglądały pierwsze tygodnie z nim jeszcze napiszę, ale teraz wspomnę tylko, że od godziny 16 (powrót z pracy) do ok. 24-1 w nocy (jego sen) miałam maksymalnie 2-3 godziny dla siebie. Forest był (piszę w czasie przeszłym, bo teraz już się dogadaliśmy pod tym względem) najbardziej absorbującym szczeniakiem, jakiego nosiła Ziemia :D
Mając tak ograniczony czas, szkoda było mi go marnować na wypad do McD, wolałam przygotować sobie posiłki na następny dzień do pracy, bo codzienne zamawianie jedzenia zrujnowałoby nasz budżet. 

Nowa ja

Od 1,5 miesiąca odżywiam się w 90% zdrowo i co najmniej 3 godziny spędzam na spacerach z Forsiem. Kiedy wracam z pracy pierwsze co robię, to zmieniam buty, kurtkę i biorę w rękę smycz. Pisałam już o tym jakiś czas temu, ale najważniejsze po powrocie do domu (z pracy/szkoły/uczelni) to nie siadać. Jeśli usiądziesz - ciężko będzie Ci wstać. Być może nie zda to egzaminu przy pracy fizycznej, ale jeśli przez 8 godzin non stop siedzisz, ta metoda się u Ciebie sprawdzi.
Prosto po pracy idziemy na co najmniej 1,5-godzinny spacer, a jeśli pogoda jest zachęcająca, przeciąga się on nawet do 2,5-3 godzin. Wracamy, Forest śpi, a ja przygotowuję jedzenie. Po godzinie-półtorej wstaje i szykujemy się na kolejny spacer. Ok. 21-22 wychodzimy jeszcze na co najmniej 30-45 minut.
To dzięki niemu przynajmniej tę drugą połowę dnia spędzam w ruchu. Forsio swoje zadanie wykonuje perfekcyjnie ❤


Plany na najbliższy czas

Do idealnego planu dnia brakuje mi jednego - treningu siłowego. Moje pośladki z twardego kamienia stały się mięciutką podusią... A tego nie lubię! Tak więc wdrażam plan treningowy. Mało ambitny, bo nie chcę zawalić wszystkiego od początku. 3 dni w tygodniu, koncentracja na pośladkach i plecach, bo na tym zależy mi najbardziej.
Za 1,5 miesiąca natomiast, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ruszam ze splitem. Trzymajcie, proszę, kciuki! Przydadzą się, bo w domu ciężej jest się zmobilizować, kiedy widzi się leniuchującego męża :P


Na koniec mam do Was prośbę. Chciałabym w miarę regularnie publikować tutaj posty, ale potrzebuję Waszej opinii zarówno na temat bloga, jak i mediów społecznościowych. Wobec tego proszę Was o wypełnienie poniższej ankiety. Obowiązkowe są tylko pola z gwiazdką. Ostatnie zostawiam na uwagi, które chcecie zostawić anonimowo, nie w komentarzach.


Czytaj dalej...

1 stycznia 2017

2017 będzie cudowny!


Wiecie, jak bardzo nie lubię narzekania. Dlatego też przeglądanie sylwestrowo-noworocznych postów na Facebooku wprawia mnie w nieprzyjemny nastrój. Ogromna większość moich znajomych narzeka na miniony rok i ma nadzieję, że kolejny będzie lepszy, bo "gorzej być nie może". Serio? Żyjesz, jesteś zdrowy, masz dach nad głową i jeszcze narzekasz?
Znacie to?


Ja tradycyjnie narzekać nie zamierzam. 2016 rok przyniósł w moim życiu wiele zmian, z których nie pamiętam żadnej negatywnej. Och, w sumie mogłabym tutaj wymienić totalne olanie zdrowego trybu życia... Ale walczę o powrót na dobrą stronę mocy - i to jest moje jedyne postanowienie noworoczne.
Obok tego stary rok przyniósł zmianę pracy na stanowisko w branży, w której chciałam pracować i w końcu lubię to, co robię. W 2016 roku zdałam również prawo jazdy i spełniłam swoje odwieczne marzenie o własnym psie. Forest (a właściwie Forever Yours) jest ze mną już ponad miesiąc i z niecierpliwością oczekuję kolejnych, które spędzimy razem. Relację z tego okresu na pewno zdam niedługo na blogu :) A jeśli chcecie być na bieżąco z tym, jak idzie nam nauka siebie nawzajem i wypracowywanie relacji człowiek-pies i pies-człowiek, zapraszam na Fanpage:


Jestem ciekawa, jak Wam minął ten rok i jakie macie plany, cele i marzenia na 2017. Dajcie znać w komentarzach! :)
Czytaj dalej...

19 listopada 2016

Za co lubię listopad


Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale ten chyba najsmutniejszy miesiąc naprawdę da się lubić! A już na pewno można przynajmniej przestać pałać do niego nienawiścią. Pośród wielu minusów, których nie da się nie zauważyć/poczuć, listopad można całkiem przyjemnie przeżyć.

Na niekorzyść listopada przemawia przynajmniej trylion argumentów. Wśród nich m.in. to, że:
  • z dnia na dzień robi się zaskakująco zimno,
  • non stop pada,
  • słońca jest jak na lekarstwo, a w dodatku
  • wychodząc do pracy jest jeszcze ciemno, a wracając - już jest ciemno.
To wszystko wywołuje jesienną chandrę i sprawia, że mamy ochotę zaszyć się pod kocem z kubkiem kakao w ręce... Ale czyż to nie jest przyjemne? :) Tylko Ty, gorąca czekolada/kawa/herbata i ulubiona książka albo film, na premierę którego czekasz od ponad roku. 
I tutaj kolejny powód - bo przecież nie od dziś wiadomo, że najlepsze premiery filmowe wychodzą właśnie jesienią. Spędzenie zimnego wieczoru w sali kinowej z przyjaciółmi albo ukochaną osobą - czy może być coś lepszego?

Tak! Z pewnością każda kobieta uwielbia zakupy. A czas największych jesiennych przecen to przecież listopad właśnie. W dodatku w listopadzie mamy Black Friday i Dzień Darmowej Dostawy (tutaj sprawdzicie, które sklepy biorą udział w akcji w tym roku). Czego chcieć więcej? Na te dwa dni czekają wszystkie zakupoholiczki :) 
A ci z Was, którzy robią zakupy na Aliexpress, na pewno cały rok wyczekują na 11.11., kiedy to z okazji obchodzonego w Chinach Dnia Singla na wspomnianym portalu pojawiają się bajeczne rabaty na większość oferowanych produktów. Do mnie właśnie leci kolejna lampa do hybryd, obroże i kilka pluszaków dla psiaka.

Skoro już o zakupach mowa, to zahaczmy trochę o tematykę fit. W listopadzie mamy najtańsze (i najlepsze!) avocado, kaki i uwielbiane przez wszystkich w tym okresie mandarynki. Komu nie kojarzą się one ze Świętami - niech pierwszy rzuci kamień.

Święta - no właśnie. To w listopadzie rozpoczyna się świąteczne szaleństwo i chociaż pewnie większość z Was głośno krytykuje bożnarodzeniowy asortyment pojawiający się w sklepach tuż po Wszystkich Świętych, to nie uwierzę w to, że nie czujecie magii Świąt przechadzając się wśród choinek w centrach handlowych i pod porozwieszanymi nad ulicami lampkami. Ja widząc te wszystkie ozdóbki od razu poddaję się świątecznemu nastrojowi i przechodzę w tryb "Christmas" :)

Jak więc widzicie - listopad da się lubić! Trzeba tylko do tematu odpowiednio podejść. Z negatywnym nastawieniem wszystko będziemy widzieć w szarych barwach, a przecież nie o to w życiu chodzi.
Ten miesiąc, jak każdy inny, to po prostu dany nam czas. O tym, jak go spędzimy, decydujemy już sami. Mam nadzieję, że nikt z Was go nie zmarnuje, a odpowiednio spożytkuje.

To jak, przekonałam Was trochę do listopada? Piąteczka! :)


Czytaj dalej...

14 listopada 2016

Będzie nas troje! ♥


Tak, znowu zrobiłam sobie niewybaczalnie długą przerwę od blogowania. Na siłowni też ostatni raz byłam w sierpniu (albo na początku września?), zresztą zrezygnowałam już z karnetu. W domu niby ćwiczę, ale to nie to samo... A o zdrowym odżywianiu póki co tylko czytam. Albo oglądam zdjęcia ohasztagowane #fitfood. Nie pomagają.

Ale to nieważne!
Nieważne, bo właśnie spełnia się moje największe marzenie! Na początku grudnia nasza mała rodzinka powiększy się. Zresztą co ja będę pisać - sami zobaczcie:


Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie, że na malucha czekam już od kilku miesięcy - konkretnie od sierpnia, kiedy to podjęłam ostateczną decyzję o wyborze hodowli. A tak naprawdę o dobermana wierciłam mężowi dziurę w brzuchu od dobrych 2-3 lat. W grę wchodził jeszcze staffik, ale dobki jednak lepiej pasują do mojego trybu życia i do tego, co chcę z psem robić.

W ubiegły weekend w końcu mogłam zobaczyć nasze cudo. I oczywiście przepadłam, zakochałam się z miejsca. W dodatku chyba ze wzajemnością, bo szczenior uraczył mnie soczystymi buziakami ;) Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że nie wszyscy są tak zafiksowani na punkcie psów jak ja, ale wierzcie mi na słowo - to niesamowite uczucie, kiedy tak małe stworzenie widzi Cię pierwszy raz, a mimo to akceptuje nowego "kogoś" w swoim życiu i zachowuje się z taką ufnością. Właśnie dlatego kocham psy i wolę zwierzęta od ludzi.

Ostatnie dni były szaloną pogonią za idealną poduszką do legowiska, lekką smyczą, angażującymi zabawkami i najlepszą karmą. Wciąż jestem na etapie poszukiwania poszewek na poduszkę i skórzanej szarej obroży - lekkiej i zapinanej na sprzączkę, a nie na klamrę (skąd się w ogóle wziął ten dziwny pomysł?), ale to już sama przyjemność.
A poza tymi drobnostkami zostało mi już tylko odliczanie dni do odbioru psiaka. Zostało 20. Dwadzieścia długich dni. Ale biorąc pod uwagę fakt, że zaczynałam od odliczania dni do potwierdzenia krycia, teraz pójdzie już z górki.

Trochę chaotycznie napisałam tego posta, ale chyba wyszłam nieco z wprawy. Wniosek jest jeden - potrzebuję więcej praktyki. Będę się starać odezwać tutaj raz na jakiś czas, jednak spodziewajcie się bardziej lifestyle'owych, kosmetycznych i psich wpisów niż relacji z moich treningów - bo po prostu nie ma czego relacjonować, a wymienione wcześniej tematy wypełniają teraz większość moich dni i to o nich będzie mi najłatwiej pisać.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama