19 listopada 2016

Za co lubię listopad


Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale ten chyba najsmutniejszy miesiąc naprawdę da się lubić! A już na pewno można przynajmniej przestać pałać do niego nienawiścią. Pośród wielu minusów, których nie da się nie zauważyć/poczuć, listopad można całkiem przyjemnie przeżyć.

Na niekorzyść listopada przemawia przynajmniej trylion argumentów. Wśród nich m.in. to, że:
  • z dnia na dzień robi się zaskakująco zimno,
  • non stop pada,
  • słońca jest jak na lekarstwo, a w dodatku
  • wychodząc do pracy jest jeszcze ciemno, a wracając - już jest ciemno.
To wszystko wywołuje jesienną chandrę i sprawia, że mamy ochotę zaszyć się pod kocem z kubkiem kakao w ręce... Ale czyż to nie jest przyjemne? :) Tylko Ty, gorąca czekolada/kawa/herbata i ulubiona książka albo film, na premierę którego czekasz od ponad roku. 
I tutaj kolejny powód - bo przecież nie od dziś wiadomo, że najlepsze premiery filmowe wychodzą właśnie jesienią. Spędzenie zimnego wieczoru w sali kinowej z przyjaciółmi albo ukochaną osobą - czy może być coś lepszego?

Tak! Z pewnością każda kobieta uwielbia zakupy. A czas największych jesiennych przecen to przecież listopad właśnie. W dodatku w listopadzie mamy Black Friday i Dzień Darmowej Dostawy (tutaj sprawdzicie, które sklepy biorą udział w akcji w tym roku). Czego chcieć więcej? Na te dwa dni czekają wszystkie zakupoholiczki :) 
A ci z Was, którzy robią zakupy na Aliexpress, na pewno cały rok wyczekują na 11.11., kiedy to z okazji obchodzonego w Chinach Dnia Singla na wspomnianym portalu pojawiają się bajeczne rabaty na większość oferowanych produktów. Do mnie właśnie leci kolejna lampa do hybryd, obroże i kilka pluszaków dla psiaka.

Skoro już o zakupach mowa, to zahaczmy trochę o tematykę fit. W listopadzie mamy najtańsze (i najlepsze!) avocado, kaki i uwielbiane przez wszystkich w tym okresie mandarynki. Komu nie kojarzą się one ze Świętami - niech pierwszy rzuci kamień.

Święta - no właśnie. To w listopadzie rozpoczyna się świąteczne szaleństwo i chociaż pewnie większość z Was głośno krytykuje bożnarodzeniowy asortyment pojawiający się w sklepach tuż po Wszystkich Świętych, to nie uwierzę w to, że nie czujecie magii Świąt przechadzając się wśród choinek w centrach handlowych i pod porozwieszanymi nad ulicami lampkami. Ja widząc te wszystkie ozdóbki od razu poddaję się świątecznemu nastrojowi i przechodzę w tryb "Christmas" :)

Jak więc widzicie - listopad da się lubić! Trzeba tylko do tematu odpowiednio podejść. Z negatywnym nastawieniem wszystko będziemy widzieć w szarych barwach, a przecież nie o to w życiu chodzi.
Ten miesiąc, jak każdy inny, to po prostu dany nam czas. O tym, jak go spędzimy, decydujemy już sami. Mam nadzieję, że nikt z Was go nie zmarnuje, a odpowiednio spożytkuje.

To jak, przekonałam Was trochę do listopada? Piąteczka! :)


Czytaj dalej...

14 listopada 2016

Będzie nas troje! ♥


Tak, znowu zrobiłam sobie niewybaczalnie długą przerwę od blogowania. Na siłowni też ostatni raz byłam w sierpniu (albo na początku września?), zresztą zrezygnowałam już z karnetu. W domu niby ćwiczę, ale to nie to samo... A o zdrowym odżywianiu póki co tylko czytam. Albo oglądam zdjęcia ohasztagowane #fitfood. Nie pomagają.

Ale to nieważne!
Nieważne, bo właśnie spełnia się moje największe marzenie! Na początku grudnia nasza mała rodzinka powiększy się. Zresztą co ja będę pisać - sami zobaczcie:


Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to wiecie, że na malucha czekam już od kilku miesięcy - konkretnie od sierpnia, kiedy to podjęłam ostateczną decyzję o wyborze hodowli. A tak naprawdę o dobermana wierciłam mężowi dziurę w brzuchu od dobrych 2-3 lat. W grę wchodził jeszcze staffik, ale dobki jednak lepiej pasują do mojego trybu życia i do tego, co chcę z psem robić.

W ubiegły weekend w końcu mogłam zobaczyć nasze cudo. I oczywiście przepadłam, zakochałam się z miejsca. W dodatku chyba ze wzajemnością, bo szczenior uraczył mnie soczystymi buziakami ;) Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że nie wszyscy są tak zafiksowani na punkcie psów jak ja, ale wierzcie mi na słowo - to niesamowite uczucie, kiedy tak małe stworzenie widzi Cię pierwszy raz, a mimo to akceptuje nowego "kogoś" w swoim życiu i zachowuje się z taką ufnością. Właśnie dlatego kocham psy i wolę zwierzęta od ludzi.

Ostatnie dni były szaloną pogonią za idealną poduszką do legowiska, lekką smyczą, angażującymi zabawkami i najlepszą karmą. Wciąż jestem na etapie poszukiwania poszewek na poduszkę i skórzanej szarej obroży - lekkiej i zapinanej na sprzączkę, a nie na klamrę (skąd się w ogóle wziął ten dziwny pomysł?), ale to już sama przyjemność.
A poza tymi drobnostkami zostało mi już tylko odliczanie dni do odbioru psiaka. Zostało 20. Dwadzieścia długich dni. Ale biorąc pod uwagę fakt, że zaczynałam od odliczania dni do potwierdzenia krycia, teraz pójdzie już z górki.

Trochę chaotycznie napisałam tego posta, ale chyba wyszłam nieco z wprawy. Wniosek jest jeden - potrzebuję więcej praktyki. Będę się starać odezwać tutaj raz na jakiś czas, jednak spodziewajcie się bardziej lifestyle'owych, kosmetycznych i psich wpisów niż relacji z moich treningów - bo po prostu nie ma czego relacjonować, a wymienione wcześniej tematy wypełniają teraz większość moich dni i to o nich będzie mi najłatwiej pisać.
Czytaj dalej...

31 sierpnia 2016

Powrót do dobrych nawyków


Kiedy spytałam Was, o czym chcielibyście przeczytać po przerwie, pojawiła się propozycja, bym napisała o moich sposobach na powrót do zdrowego trybu życia. No to piszę! Mam nadzieję, że nie będziecie musieli nigdy z tych porad korzystać, ale gdyby jednak, to częstujcie się śmiało! :)
Pamiętajcie jednak, że siła jest w Was i jeśli sami się nie uprzecie i nie będziecie tego naprawdę chcieli, to żadne zaklinanie i namawianie przez innych nic nie da. Tak więc...

Zaprogramuj myślenie

Coś, co powtarzam bardzo często - miej cel cały czas przed oczami. Jeśli przejeżdżając obok McDonald'sa ciężko jest Ci zwizualizować siebie w bikini i z wymarzoną figurą, ustaw sobie na tapetę w telefonie swoje (tak, własne fotki działają najlepiej!) stare zdjęcie. Z takiego okresu, w którym byłaś z siebie zadowolona. Możesz też zmienić tło pulpitu na komputerze i przykleić zdjęcia na lodówce. Ważne, żebyś nie zapominała, do czego dążysz.


Znajdź sojusznika

Zmiany w życiu łatwiej jest wprowadzać, jeśli mamy u swojego boku osobę, na której wsparcie możemy liczyć. Może Twoja przyjaciółka, chłopak, mąż, koleżanka z pracy czy sąsiadka dadzą się namówić na wspólne trwanie w postanowieniach? A może znasz kogoś, kto regularnie biega, zdrowo się odżywia i udzieli Ci kilku porad? Razem raźniej! :)

Social media power!

Media społecznościowe są ogromną siłą, o czym ostatnio bardzo mocno się przekonuję. Z pewnością masz konto na Facebooku czy Instagramie. Kliknij "obserwuj" przy profilach osób prowadzących zdrowy tryb życia. Zapisz się do grup wsparcia na Facebooku. Weź udział w wydarzeniach organizowanych przez blogerki.
Z wiedzą, że nie tylko Ty zmagasz się z dodatkowymi kilogramami i spadkami motywacji, będzie Ci łatwiej.

Przy okazji zapraszam na mój Instagram i Facebook, codziennie nowa porcja motywacji! :)


Nie poddawaj się

Myślisz, że nic z tego, bo po całym tygodniu zdrowego jedzenia zjadłaś paczkę chipsów do filmu? Mylisz się! Co się stało, już się nie odstanie. Nie cofniesz czasu, ale możesz sprawić, że ten, który dopiero nadejdzie, wykorzystasz należycie. Jeśli się poddasz - będziesz wciąż oddalać się od swojego celu. Jeśli mimo tego małego potknięcia będziesz walczyć dalej - z każdym dniem będziesz się do niego przybliżać.

Zdrowe zakupy

Nie ma cudów. Jeśli kupisz czekoladę, to prędzej czy później ją zjesz. Jeśli będziesz kupować tylko zdrowe rzeczy - będziesz jeść tylko zdrowe rzeczy. Przemyśl przed zakupami, co chciałabyś zjeść i ze sporządzoną listą udaj się do sklepu.
Nigdy nie idź tam też z pustym żołądkiem, wtedy łatwiej o niekontrolowane zakupy.


To tyle z mojej strony. Porady są banalne, ale muszą takie być, żeby nie zniechęcały od samego początku. Zresztą jak już wiecie - jestem zwolenniczką stopniowego wprowadzania zmian. Jeśli potrzebujecie większego motywacyjnego kopa, zapraszam również do kontaktu przez Facebook czy Instagram :)
Czytaj dalej...

27 sierpnia 2016

Herome - odżywka do paznokci bez formaldehydu


Po wielkiej nagonce na formaldehyd w odżywkach do paznokci, nadszedł jeszcze większy boom na odżywki bez tego szkodliwego składnika. Blogerki i youtuberki prześcigały się w wynajdywaniu nowych produktów, ale większość z nich oprócz braku formaldehydu w wykazie składników, nie mogła poszczycić się niczym godnym uwagi. Nie szkodziły, ale i nie pomagały. Więc po co komu taki kosmetyk? ;)

Na szczęście ja w pogoni za bezformaldehydowymi odżywkami nie uczestniczyłam z racji tego, że moje paznokcie zawsze były mocne i nie potrzebowały dodatkowego wzmocnienia. Fakt faktem, że przez pewien czas kilka lat temu używałam słynnej Eveline 8w1, ale głównie jako bazy pod lakier kolorowy i ze względu na ładny mleczny odcień, który nadawała płytce.
Stan moich paznokci pogorszył się jednak, kiedy zaczęłam regularnie malować je lakierami hybrydowymi. I nie, nie zniszczyła mi ich sama hybryda, nie zniszczyło ich nawet matowienie płytki. Zniszczył je aceton, którym ściągałam hybrydę. Stały się miękkie i chociaż były elastyczne, mimo wszystko się łamały. Nie chcę udawać eksperta i być może któraś z Was zweryfikuje moją wiedzę, ale obiło mi się o uszy, że aceton niszczy wiązania między komórkami/cząsteczkami (albo czymś innym - nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć) w paznokciu, przez co stają się one kruche i łamliwe. Myliłam się sądząc, że moim pazurom nic nie zaszkodzi, ale jak widać na cotygodniowe moczenie przez 15 minut nie ma mocnych. Dlatego też od kilku(nastu?) tygodni hybrydę ściągam frezarką, a przed jej zakupem kilkukrotnie zrobiłam to pilnikiem.
No ale dzisiaj nie o tym :)

Kiedy otrzymałam propozycję przetestowania produktów Herome, miałam nadzieję, że pomogą one moim paznokciom wrócić do dawnej świetności. Czy tak się stało - zaraz się przekonacie.

Spośród szerokiej gamy produktów Herome wybrałam odżywkę w wersji Sensitive, Cuticle Softener Pen i Hydrating Nail Gel. O dwóch ostatnich produktach napiszę jeszcze w osobnym poście, natomiast dziś przedstawię Wam najdelikatniejszą odżywkę z arsenału tej marki.


Herome ma bowiem w swojej ofercie również odzywki w wersji Strong i Extra Strong (ta swojego czasu opanowała blogosferę i nic dziwnego :) ), jednak obie zawierają formaldehyd (oczywiście w dopuszczalnych ustawą dawkach) i uważam, że nie będą odpowiednie dla paznokci zniszczonych hybrydą czy żelem z prostego powodu - przez zniszczoną płytkę dostaje się część substancji zawartych w odżywce i powoduje to bardzo nieprzyjemne pieczenie.
Jeśli uważacie, że Wasze paznokcie są bardzo zniszczone wymienionymi wyżej zabiegami, uważam, że najlepszym wyjściem jest najpierw zastosowanie kuracji odżywką Sensitive, a dopiero po odrośnięciu paznokci (ok. 2-3 m-cy) zakup wersji Strong lub Extra Strong.

Okay, przejdźmy do samej odżywki.

Herome Nail Hardener Sensitive otrzymujemy w charakterystycznej dla marki buteleczce o pojemności 10 ml, co według mnie jest sporą pojemnością. Zakrętka butelki zakończona jest gumowym kopytkiem służącym do odsuwania skórek, co jest bardzo pomysłowym rozwiązaniem.
Włosie pędzelka jest dość długie i nawet przy moich długich paznokciach pozwala na szybkie i sprawne pomalowanie płytki.
Sama odżywka w butelce ma kolor transparentno-różowy, natomiast na paznokciach jest po prostu przezroczysta i nadaje im ładnego, zdrowego blasku.


Jeśli chodzi o skład, to nie oszukujmy się - odżywka do paznokci, żeby szybko i dobrze działała, nie może być zrobiona z kwiatów lotosu zalanych poranną rosą. Mamy tutaj octan etylu, octan butylu, nitrocelulozę, octan izobutylu, kwas adypinowy i kilka innych związków, które odgrywają już nieco mniejszą rolę przy odbudowie paznokcia i przeciętnemu użytkownikowi niewiele powiedzą na temat działania produktu :) Mnie mówi to tyle, że odżywka działa na podobnej zasadzie, co odżywki z formaldehydem - stymuluje skórę pod paznokciem do "wytwarzania" grubszej, mocniejszej i twardszej płytki paznokciowej - choć nie jest szkodliwa tak, jak formaldehydowe "koleżanki". Dodatkowo nitroceluloza tworzy warstwę chroniącą paznokieć "od góry". I mamy komplet.
Tyle o teorii. Jak produkt sprawdził się w praktyce?


Po ściągnięciu hybryd tuż przed rozpoczęciem 2-tygodniowej kuracji moje paznokcie były w fatalnym stanie. Po raz pierwszy przekonałam się na własnej skórze, czym są "paznokcie cienkie jak papier", o których pisały inne dziewczyny. Bałam się zostawić je bez hybrydy, bo wiedziałam, że się połamią. I miałam rację. W ciągu dwóch pierwszych dni poszły dwa pazury. Przez kolejne 12 dób stosowania odżywki reszta wzmocniła się jednak na tyle, że ilość ofiar nie wzrosła. Znając stan pazurów na początku kuracji klasyfikuję to jako cud ;)
Wniosek może być więc tylko jeden - ta odżywka naprawdę działa. Z miłą chęcią sięgnę po nią za pół roku, bo z taką częstotliwością producent pozwala na powtarzanie kuracji.

Na środkowym paznokciu widać jeszcze resztkę żelu, którym starałam się ratować pęknięty wcześniej paznokieć.
Minusy? Chyba tylko zapach. Przyzwyczaiłam się już do niemalże bezzapachowych hybryd i woń zwykłego lakieru (a tak "pachnie" odżywka) po prostu mnie drażni. Jest to jednak oczywiście do wytrzymania. Zapach nie jest bardzo ostry. Ponadto, tak jak wcześniej wspominałam, sama aplikacja trwa dosłownie chwilę, a odżywka wysycha momentalnie.



Jeśli więc wciąż poszukujecie odżywki idealnej, warto przyjrzeć się ofercie Herome. Produkt możecie zakupić w sklepie BodyLand.pl w cenie 38,50 zł.

Znacie tę markę? Używacie ich produktów?
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama