25 marca 2016

Martwy ciąg - błędy i wskazówki


Trenuję siłowo już od prawie 3 lar i jestem przekonana, że moja technika wielu ćwiczeń wciąż nie jest idealna. Od momentu kiedy zaczynałam minęło już jednak całkiem sporo czasu i gdyby nie to, że mam tę przyjemność pracować z moimi podopiecznymi, pewnie wymieniałabym w tym wpisie po prostu krzywe plecy, złą pracę nóg i może jeszcze kilka rzeczy, o których przeczytacie na innych blogach i forach poświęconych kulturystyce. W praktyce wygląda to trochę inaczej, bo jeśli ktoś nie zaczyna od zupełnego zera, to te "podstawy podstaw" zna. Popełnia się wtedy inne błędy, o których (chyba?) nikt nie pisze. Dlatego na podstawie moich doświadczeń chciałam stworzyć taki cykl wpisów, który, mam nadzieję, pomoże przynajmniej małej garstce osób uskuteczniającej trening siłowy.
Zaczynamy! :)

Podnoszenie i odkładanie ciężaru

Ten błąd pojawia się u każdego, bez wyjątków. Chodzi o niedbałe podnoszenie i odkładanie ciężaru - koci grzbiet, złe ułożenie stóp, ciężar ciała oparty na palcach itd. Nawet jeśli technika przy kolejnych powtórzeniach jest idealna, to od samego patrzenia na początek i koniec ćwiczenia pęka mi kręgosłup i strzelają kolana :P
Żeby zrobić sobie krzywdę, wystarczy jeden zły ruch, dlatego pilnujcie się non stop, szczególnie jeśli ćwiczycie z większym obciążeniem!

"Schowana" głowa

Brzmi trochę enigmatycznie, ale prowadzi do nieprawidłowego ułożenia kręgosłupa. Podczas wykonywania martwych ciągów patrzymy przed siebie! Nie na buty, nie na sztangę/kettla/hantle, tylko na wprost. To pomaga zachować poprawnie prosty kręgosłup.

Wypychanie bioder do przodu

Okej, niektórym pomaga to rozluźnić prostowniki, ale nie przesadzajmy z zakresem ruchu. Robieniem czegoś na kształt hiperlordozy możemy sobie tyko zaszkodzić. Pamiętaj o tym, że w dłoniach trzymasz ciężar. Takie figury możesz uskuteczniać na jodze ;)

Pomaganie sobie rękami

Martwy ciąg to ćwiczenie wielostawowe, angażujące niemalże całe ciało. Dla niektórych jednak "prawie" to za mało i podczas prostowania ciała uginają ręce w stawie łokciowym. Zazwyczaj ma to miejsce wtedy, kiedy bierzemy zbyt duży ciężar. MC to nie jest ćwiczenie na biceps.

Zbyt głębokie pochylanie się

W MC (nieważne, o jakiej wersji mówimy) najważniejsze są proste plecy. Powtórzę raz jeszcze, że w treningu z obciążeniem nie ma żartów i jeden fałszywy ruch może spowodować nawet kalectwo.
Zauważyłam, że część osób, i zazwyczaj są to mężczyźni (którzy, nie wiem dlaczego, mają znacznie mniejszą mobilność), starają się wykonać ćwiczenie tak bardzo perfekcyjnie schodząc jak najniżej, że robią paskudny koci grzbiet. W deadlifcie na nogach ugiętych mogliby tak właściwie zgiąć mocniej kolana, ale wygląda to trochę tak, jakby chcieli pokazać, że wcale tego nie potrzebują żeby zejść sztangą pół cm p.p.m. :D
Więc ostatni raz już dziś napiszę - proste plecy przede wszystkim!

martwy ciąg błędy wskazówki sposób wykonania

Okej, to by było na tyle z błędów, które udało mi się zaobserwować i być może sama je na początku popełniałam. Jestem ciekawa, jak to wygląda(ło) u Was. Co sprawia(ło) Wam największą trudność przy nauce techniki martwych ciągów? Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach :)
Czytaj dalej...

16 marca 2016

Kolorowa kolekcja biegowa Lidla - TEST


O tym, że bardzo lubię lidlowe ciuchy do biegania i treningu doskonale wiecie. Praktycznie w każdej ich kolekcji udawało mi się znaleźć rzeczy, które trafiały w mój gust, ale tym razem projektanci przeszli samych siebie. O wyglądzie jednak za chwilę.

Nowa biegowa kolekcja Lidla jest dostępna w sprzedaży od soboty, 12 marca. Znajdziemy w niej nie tylko ubrania i obuwie, ale również m.in. taśmy do kinesiotapingu, wkładki do butów czy plecak do biegania.
A skoro już o butach wspomniałam, to dodam, że to dokładnie te same modele, które Lidl prezentował nam ubiegłego lata. Moją opinię na ich temat możecie przeczytać tutaj, a na poniższych zdjęciach zobaczycie, jak wyglądają na nodze.


Okej, przejdźmy do legginsów. Ten model jest (w mojej subiektywnej opinii) zdecydowanie najlepszym, jaki wypuścił do tej pory Lidl. Dużo jaskrawych kolorów ułożonych w randomowy wzór - no poezja! ;)
Jedyne, co mi w nich nie odpowiada z wyglądu, to ich długość... 7/8 to dla mnie najgorsze, co może być. Skracają nogi i poszerzają optycznie łydki. Dlaczego nie mogły być długie?! Widziałam jednak na zdjęciu w gazetce, że szykuje się (?) ten sam wzór w wersji krótkiej i już nie mogę się doczekać, kiedy je dostanę w swoje łapki :D


Ach, no i niestety materiał jak zwykle lekko prześwituje... Ale do tego jestem przyzwyczajona, bo 90% moich treningowych legginsow/spodni/spodenek ma tę samą przypadłość. Moja rada - zakładać pod nie jednokolorowe bokserki. Tutaj mamy o tyle ułatwione zadania, że zarówno czarne, jak i różowe będą wyglądać dobrze :)


Jeśli chodzi o koszulkę, to w pierwszym momencie nie zachwyciła mnie wyglądem, ale po chwili doszłam do wniosku, że będzie wyglądała ekstra z czarnymi legginsami. Klasyka rządzi! Takie zestawienie jest chyba ponadczasowe i przypadnie do gustu każdemu, kto nie lubi krzykliwych kolorów i stylizacji.
T-shirt jest mocno przewiewny, luźny (mimo rozmiaru XS) i nie krępuje ruchów. Do biegania idealny, ale na siłownię preferuję jednak inny rodzaj koszulek.


Podsumowując - jak zwykle Lidl nie zawiódł. Z obu produktów jestem zadowolona i czekam na następną kolekcję z niecierpliwością i nadzieją, że pojawią się w niej pokazane wyżej spodenki :)
Czytaj dalej...

15 marca 2016

Udało się!


Tak, w końcu mogę to powiedzieć - wróciłam do dobrego (dla mnie) odżywiania. Było ciężko, wiele razy ponosiłam porażkę, ale od prawie 4 tygodni jestem "czysta" ;) Powtórzę więc po raz kolejny to, o czym tak często czytacie nie tylko na moim blogu i w moich social media, ale również na innych portalach - upadnij, powstań, popraw koronę i zasuwaj dalej! Jasne, z każdą kolejną porażką traci się odrobinę wiary w siebie, ale i każdy kolejny krok postawiony zaraz po powstaniu przybliża do celu. Wstajemy silniejsi. W końcu się uda, tylko w to wierz i cały czas miej cel przed oczami!

Po takiej przerwie potrzebowałam naprawdę całej masy motywacji i jeszcze więcej silnej woli, ale kurczę - jaka byłaby ze mnie za fitblogerka, motywatorka i trenerka, jeśli nie potrafiłabym ogarnąć własnej miski? No to ogarnęłam. I w końcu czuję się tak, jak lubię. Choć do wyglądu mogłabym się przyczepić. I to sporo.

Przez cały okres mojego załamania niestety sporo przytyłam. Od czasu, kiedy zaczęłam ćwiczyć regularnie (czyli jakieś 5 lat temu), nie miałam takiej przerwy. Poza tym organizm był młodszy i o wiele lepiej radził sobie z usuwaniem toksyn, spalaniem tłuszczu, lepiej reagował na bodźce dietetyczne i treningowe, miałam lepszą przemianę materii. W chwili, kiedy w końcu spojrzałam na siebie krytycznie, zauważyłam cellulit w stadium, jakie widywałam tylko na zdjęciach z internetu. Był nie tylko na pośladkach, ale i na całych udach (pisząc "całych" mam na myśli naprawdę całe - przód, tył, wewnętrzną i zewnętrzną część). W sumie nie tylko na udach, ale i na brzuchu i ramionach - tragedia! Nigdy wcześniej nie byłam w takim stanie. Moje ciało było jedną wielką trzęsącą się galaretą. Dziwię się, że nie jestem rozwódką, ale widocznie mąż jednak we mnie wierzył :P
Nie dopinałam spodenek, które wcześniej były na mnie luźne. Mogłam zapomnieć o spódnicach z wysokim stanem. Nawet niektóre legginsy nie chciały przejść w biodrach i nie było to winą/zasługą przysiadów, bo przez jakiś czas ich nie robiłam. Ważyłam więcej niż kiedykolwiek w całym życiu. Wszędzie fałdki i wałki... Jak u ludzika Michelin :D

Myślę, że teraz już nie dostałabym angażu w reklamie opon, choć przede mną wciąż jeszcze trochę pracy zanim będę wyglądać tak, jak chociażby latem. Ale jestem na dobrej drodze i wiem, że teraz już dam radę.
Kiedy osiągnę swój cel, wstawię Wam zdjęcia porównawcze (aczkolwiek te robione "przed" były mocno przypadkowe, bo nie myślałam wcześniej o publikacji takiego porównania). Będzie też tabela wymiarów, choć po raz pierwszy mierzyłam się niespełna tydzień temu. Planuję jednak robić to systematycznie co 7 dni, to jedna z tych rzeczy, które pomagają mi wytrwać.
Bo niestety efekty nie przychodzą z dnia na dzień, chociażbym nie wiadomo jak się starała. I dopiero teraz tak naprawdę rozumiem ludzi, którzy załamują się, że po tygodniu superdiety i treningów wykonanych na 100% nie znikają wałeczki i cellulit. Mnie też to dopadło i rzucałam wszystko w cholerę, bo nie byłam w stanie sobie przetłumaczyć, że nie stało się to przez jedną tylko noc. Dopiero kiedy głos rozsądku przemówił naprawdę donośnie, udało się.

Dlatego jeszcze raz powtórzę - porażki nie są złe, o ile wynosimy z nich lekcje zamiast się poddawać. Stay strong! :)
Czytaj dalej...

10 marca 2016

Jak kupować i nie zbankrutować – KodyRabatowe.pl


Wiecie już, że jestem zakupoholiczką i mistrzynią promocji – przynajmniej zdaniem mojego męża ;) I niestety, nie zarabiam na tyle dużo, żeby móc pozwolić sobie na wszystko, co bym chciała, a już na pewno nie w cenach regularnych. Szukam obniżek, średnio 2 razy miesiącu jestem w Outlet Parku, zapisuję się do newsletterów i lajkuję Fanpage ulubionych sklepów żeby być na bieżąco z promocjami, zakładam karty członkowskie we wszystkich możliwych sklepach (później stojąc już przy kasie godzinę szukam ich w portfelu, ale who cares?!), korzystam też z androidowej apki będącej aglomeratem wszystkich możliwych zniżek i promocji. Ale podczas robienia zakupów przez internet nieoceniona jest pomoc serwisu KodyRabatowe.pl.
Portal oferuje zniżki na (prawie) wszystko, więc nie jest ważne, czy planujecie zakup legginsów czy nowych zasłon do domu – niemalże pewne jest, że znajdziecie promocje na szukane rzeczy na KodyRabatowe.pl.

Jestem pewna, że większość z Was zna i korzysta z KR, ale dla niezorientowanych przybliżę schemat korzystania z kuponów na przykładzie kupowanych ostatnio przeze mnie soczewek.

1. Wchodzimy na stronę Kody Rabatowe Vision Express i z listy wybieramy interesujący nas kupon.

2. Mnie zainteresowała promocja -14% na cały asortyment sklepu. Klikamy „Odkryj kod”.

3. Kopiujemy kod i przechodzimy do sklepu.

4. Wybieramy produkty, dodajemy je do koszyka i po zakupach przechodzimy do zapłaty.

5. Po wybraniu rodzaju dostawy i sprawdzeniu poprawności zamówienia, przechodzimy do sekcji, w której zostajemy poinformowaniu o możliwości użycia kodu rabatowego. Wpisujemy kod, akceptujemy go i to wszystko! Dalej postępujemy tak, jak w przypadku normalnych zakupów.

Każdy wykorzystany kupon i zaoszczędzone w ten sposób pieniądze to możliwość zakupu czegoś nowego – przynajmniej ja rozumiem to w ten sposób :D A to, do czego mam największą słabość, to sportowe ciuchy. Na szczęście dla mojego konta KodyRabatowe.pl oferują również zniżki i promocje na oferty sportowych marek, np.:

Aby sprawdzić, czy w serwisie znajdują się jakieś promocje lub zniżki na interesujący nas asortyment, wystarczy wpisać nazwę sklepu albo markę (np. Adidas) w wyszukiwarkę KodyRabatowe.pl. Proste, prawda?

Twórcy portalu nie zapomnieli również o użytkownikach smartfonów i przygotowali dedykowane aplikacje na systemy Android oraz iOS. Sama z nich nie korzystam, ale może są wśród Was użytkownicy apki? Co o niej myślicie? :)


Wpis powstał w ramach współpracy z portalem KodyRabatowe.pl.
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama