2 kwietnia 2017

Fit tort... dla psa!


Forest skończył dziś 6 miesięcy. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie i poza pierwszą lekcją pływania i tropieniem postanowiłam zrobić mu psi fit torcik.
Takich przepisów jeszcze na blogu nie było, ale jako że większość z Was w ankiecie chciała wpisów lifestyle'owych, mam nadzieję, że i z tego skorzystacie Wy i Wasze zwierzaki.

Torcik powstał na spontanie, chociaż głowiłam się jakiś czas, co oprócz kurczaka i naturalnych barwników mam tam wrzucić. Zrezygnowana sięgałam już po płatki owsiane (znowu), kiedy do głowy (czy raczej: w ręce) wpadł mi ryż. I tak oto mamy bezglutenowy (a dla psów to ważne) torcik z tym, co piesy lubią najbardziej (mięcho), a dodatkowo wyglądający całkiem sobie. Forsiu zjadł pierwszą część ze smakiem i ledwo udało mi się zrobić zdjęcia drugiej :D



Składniki

  • pół szklanki ryżu,
  • pierś z kurczaka,
  • 2 jajka,
  • garść szpinaku (ja miałam mrożony i dałam 3 małe brykiety),
  • mały burak.

Przygotowanie

Ryż ugotowałam i ostudziłam. Zblendowałam go z dwoma jajkami i piersią z kurczaka. Masę podzieliłam na 3 części. Do jednej dodałam szpinak, do drugiej pokrojonego buraka, trzecią zostawiłam bez barwnika. Masy ze szpinakiem i burakiem zblendowałam - oczywiście każdą osobno.
Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni góra-dół. Kokilki wysmarowałam olejem i ułożyłam w nich warstwowo ciasto. Kolejność: szpinak, biała masa, burak. Szpinak nie bez powodu dałam na spód. Przez to, że był mrożony (a co za tym idzie - ta masa była najrzadsza), bałam się, że może przecieknąć i "zabrudzić" pozostałe warstwy.
Całość piekłam ok. 25 minut i zostawiłam do wystudzenia. Po wyjęciu z foremek polałam jogurtem naturalnym i podałam, po czym starałam się napstrykać jak najwięcej zdjęć, żeby zdążyć przed pożarciem mojego arcydzieła :D



Ech, co to za czasy nastały, żeby mój psiak odżywiał się zdrowiej i trenował ciężej niż ja... ;)
Niestety 1,5 tygodnia temu musiałam przerwać treningi z powodu kontuzji... Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie. Tymczasem trzymajcie się i dajcie mi koniecznie znać, czy wykorzystacie przepis i jeśli tak - jak smakował Waszym psiakom.
Czytaj dalej...

13 marca 2017

Od skinny fat do healthy & fit! Mój plan treningowy cz. 1


Po otrzymaniu od Was wiadomości z pytaniami o plan treningowy, który teraz realizuję i utwierdzeniu się w tym, że chcecie czytać o moich planach treningowych dzięki ankiecie blogowej (wciąż możecie ją wypełnić tutaj), chcę podzielić się nim z Wami. Po jego zakończeniu planuję opublikować moje zdjęcia przed i po. Mam nadzieję, że będzie to stanowiło motywację i dla mnie, i dla Was :)

Mój obecny plan treningowy składa się z dwóch części. Teraz, przez 2 tygodnie, będę wykonywać ćwiczenia z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała - zarówno te dynamiczne, jak i izometryczne. Chcę to podkreślić, bo uważam, że w głównej mierze to one odpowiadają za wysportowaną sylwetkę - zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i sprawność ciała.
Kolejne 4-6 tygodni zakładają już wykorzystanie sztangi, hantli i kettlebell.

Dlaczego taki podział? Ano dlatego, że ostatni trening z ciężarami odbyłam dokładnie 26 lipca 2016r., a więc ponad 7 miesięcy temu! Przez cały ten czas nie miałam styczności z żelastwem, nie licząc przestawiania go w celu odkurzenia i umycia podłogi. Dlatego też chcę najpierw przypomnieć moim mięśniom, że istnieje coś takiego jak trening siłowy, zanim dołożę im dodatkowego obciążenia.
A później... No cóż - przyjdzie czas na to, co tygryski lubią najbardziej!  Aczkolwiek znowu bez szaleństw. Pierwsze dwa tygodnie siłowego będę trenować na naprawdę małych ciężarach (przysiady z samym gryfem, MC z 15-20kg, max 3-4 kg na bicepsy itp.) i bez jakiegokolwiek progresu - w ilości powtórzeń/serii/ciężaru. Od trzeciego tygodnia będę delikatnie progresować ciężarem wciąż nie robiąc swojego maksimum.
Ten plan ma być wdrożeniem mnie i mojego ciała z powrotem w rytm treningowy.

Tyle słowem wstępu (który jest chyba najdłuższy w historii bloga). Czas na konkrety i pierwszą część mojego planu.

A mój konkretny plan jest taki, że... nie mam konkretnego planu. Jeśli czytacie mojego bloga dłuższy czas, to wiecie, że nie lubię sztywnego trzymania się czy to diety, czy treningów. Pod tym względem nic się u mnie nie zmieniło :)
Podstawowe założenia to treningi typowo wzmacniające mięśnie głębokie 3-4 razy w tygodniu i pozostałe 2-3 razy w tygodniu.

Do treningów "core" wykorzystywać będę piłkę swiss ball, taśmy TeraBand oraz gumowy ekspander. Natomiast ćwiczenia ogólnorozwojowe wykonywać będę raczej bez dodatkowego sprzętu, ewentualnie z dodatkiem obciążników na kostki i nadgarstki w drugim tygodniu.

Z treningami startuję dzisiaj. Wiem, że miało mieć to miejsce już prawie 2 tygodnie temu, ale niestety jak zwykle wygrało lenistwo. Za to od dzisiaj zero wymówek!

W związku z tym, że w poście nie ujawniam nic konkretnego, kieruję do Was krótkie pytanie odnośnie publikowania poszczególnych treningów:


A skoro już przy Instagramie jesteśmy - zgodnie z Waszymi sugestiami zaczęłam publikować zdjęcia moich posiłków. Zajrzyjcie koniecznie i zaobserwujcie moj profil, bo właśnie ogarnęłam obsługę Instastory i to tam będzie pojawiała się większość "jedzeniowych" zdjęć :)


Buziaki! ❤
Czytaj dalej...

2 marca 2017

Trening w domu czy na siłowni? Refleksje po 2,5 roku


Do napisania tego posta natchnęła mnie rozmowa z Natalią i dyskusja na temat tego, gdzie łatwiej jest nam się zmotywować do treningu - w domu czy na siłowni? 2,5 roku temu, przed postawieniem moich pierwszych kroków na siłowni, popełniłam posta wychwalającego treningi w domu. Czy podtrzymuję swoje zdanie i dlaczego? O tym w dzisiejszym wpisie.

Na siłownię chodziłam w sumie około 1,5 roku, wcześniej przez 2 lata ćwiczyłam siłowo w domu (i tylko do treningu siłowego chcę się odnieść). Zanim poznałam zalety siłowni, uważałam ją za zbędne wydawanie co miesiąc sporej sumy pieniędzy. W cenie jednego karnetu można przecież kupić gryf do sztangi, a oszczędzając 3-4 miesiące możemy mieć całkiem fajną domową siłownię ze sztangą, hantlami, ławeczką itd. Sprzęty są tylko Twoje, ćwiczysz kiedy chcesz, nie czujesz się skrępowana obecnością ani spojrzeniami nieznanych Ci osób... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Jednak kiedy zaczęłam chodzić na siłownię (po całkowitej przeprowadzce do Szczecina sprzęt został w domu rodzinnym, nie miałam więc wyjścia), równocześnie zaczęłam dostrzegać zalety takich treningów. Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest ogrom dostępnych sprzętów. Choćbym mieszkała w nie wiadomo jak dużym domu, nie znalazłabym w nim miejsca na postawienie tych wszystkich maszyn, rur i poręczy.
Kolejna sprawa to obecność trenerów i osób trenujących z większym doświadczeniem, którzy (zazwyczaj) są gotowi pomóc, podpowiedzieć. Ja co prawda swojej techniki wykonywania ćwiczeń byłam prawie pewna, ale i tak zdarzało mi się prowadzić ciekawe, merytoryczne dyskusje na temat czy to techniki, czy doboru ćwiczeń. Uwierzcie mi, że internetowe fora i społeczności nie zastąpią nawet w połowie rozmowy na żywo z człowiekiem z prawdziwą pasją :)

Na końcu o tym, co w tym momencie przeważa w mojej hierarchii na korzyść siłowni - motywacja. W podlinkowanym na początku wpisie zobaczycie film traktujący o rozproszeniach treningowych w domu. Od kiedy mam psa i męża, którego jednym z ulubionych zajęć w domu jest oglądanie meczy, bardzo ciężko jest się zmobilizować do rozpoczęcia, a jeszcze trudniej do ukończenia treningu zgodnie z tym, co sobie zamierzę przed jego rozpoczęciem.
Kiedy mieszkałam w domu rodzinnym i miałam swój pokój, "domowa siłownia" była dla mnie źródłem nieustającej motywacji i nie wyobrażałam sobie lepszego miejsca do treningu. Ćwiczyłam o której i ile chciałam, sprzęt był tylko mój, nikt mi nie przeszkadzał i nie demotywował. Teraz widząc (albo chociażby mając świadomość), że mąż leży przed laptopem, podczas kiedy ja wylewam siódme poty, odechciewa mi się treningu.
Zupełnie inaczej wyglądało to na siłowni. Kiedy widziałam, że inni dają z siebie 100%, ja dawałam 110. Oglądanie innych osób ćwiczących stanowi niesamowitą motywację. Rozumiem już, dlaczego tyle osób wybiera zajęcia grupowe. Te wciąż mnie nie kręcą i nie wiem, czy kiedykolwiek będą, ale wystarczy mi, że kątem oka widzę inne osoby siłujące się ze sztangą.

Pewnie nie doszłabym do takich wniosków, gdybym tego nie doświadczyła na własnej skórze (i figurze). Ale wiem, czym pachnie trening w domu, trening na siłowni i porzucenie trenowania na siłowni na rzecz treningów domowych. Dzięki temu doszłam do jednego wniosku - wracam na siłkę! Na pewno nie nastąpi to wcześniej niż za 1,5 miesiąca, ale powoli już rozglądam się za najlepszymi ofertami.
Szczecin - znacie coś lepszego niż Jatomi? :)
Czytaj dalej...

25 lutego 2017

Jak schudłam 10 kg w 2 miesiące


Schudłam, ale... Czas spojrzeć prawdzie w oczy - jestem skinny fat, a do sylwetki sprzed dwóch lat czy nawet 7-8 miesięcy brakuje mi dużo, choć to słowo nawet w 1/100 nie oddaje dramatyzmu sytuacji. Od szczupłej, umięśnionej sylwetki, jaką prezentowałam, dzielą mnie góry, rzeki, lasy i doliny... A tak naprawdę to tylko półtorej miesiąca treningu siłowego. Znam możliwości swojego ciała i odpowiednio dobranego treningu i wiem, że to będzie takie proste.

Od momentu, w którym po raz pierwszy z przerażeniem spojrzałam na cyferki na wadze minęły 4 miesiące. Wtedy zaczęłam zauważać, że moje ciało nie wygląda dobrze. Nie robiłam z tym jednak nic. Później ważyłam się co miesiąc (nie mam w domu wagi, więc robiłam to przy okazji odwiedzin u rodziców), waga rosła, a ja wpadałam w coraz większą panikę. I nie robiłam nic, aby to zmienić. Od 1,5 miesiąca waga spada sama. Wystarczyło zmienić tryb życia, aby zrzucić prawie 10 kg.


Stara ja

Kiedy zaczęłam nową pracę, przestałam przejmować się tym, co jem, skurczył mi się czas, który poświęcałam na treningi, a wracając o 16 do domu byłam po prostu zmęczona. Ponadto opiekowałam się mężem, który akurat przeszedł rekonstrukcję ACL i zwyczajnie chciałam z nim spędzać więcej czasu. Rehabilitacja dawała coraz lepsze efekty, ale tak spodobało nam się oglądanie filmów, zamawianie pizzy i jeżdżenie do McD, że nie chcieliśmy tego zmieniać. Przecież to był takie fajne! I w sumie nadal jest, tylko nie ma na to czasu ;)

Przełom

Przełom nastąpił, kiedy w końcu po kilku latach wiercenia dziury w brzuchu B. zgodził się na zakup psa. Psa, który miał być dla mnie motywacją do ruszenia tyłka z kanapy nawet wtedy, kiedy mi się nie chce. 
Nie myślałam, że ten maluch będzie wykonywał swoje zadanie z taką skutecznością. O tym, jak wyglądały pierwsze tygodnie z nim jeszcze napiszę, ale teraz wspomnę tylko, że od godziny 16 (powrót z pracy) do ok. 24-1 w nocy (jego sen) miałam maksymalnie 2-3 godziny dla siebie. Forest był (piszę w czasie przeszłym, bo teraz już się dogadaliśmy pod tym względem) najbardziej absorbującym szczeniakiem, jakiego nosiła Ziemia :D
Mając tak ograniczony czas, szkoda było mi go marnować na wypad do McD, wolałam przygotować sobie posiłki na następny dzień do pracy, bo codzienne zamawianie jedzenia zrujnowałoby nasz budżet. 

Nowa ja

Od 1,5 miesiąca odżywiam się w 90% zdrowo i co najmniej 3 godziny spędzam na spacerach z Forsiem. Kiedy wracam z pracy pierwsze co robię, to zmieniam buty, kurtkę i biorę w rękę smycz. Pisałam już o tym jakiś czas temu, ale najważniejsze po powrocie do domu (z pracy/szkoły/uczelni) to nie siadać. Jeśli usiądziesz - ciężko będzie Ci wstać. Być może nie zda to egzaminu przy pracy fizycznej, ale jeśli przez 8 godzin non stop siedzisz, ta metoda się u Ciebie sprawdzi.
Prosto po pracy idziemy na co najmniej 1,5-godzinny spacer, a jeśli pogoda jest zachęcająca, przeciąga się on nawet do 2,5-3 godzin. Wracamy, Forest śpi, a ja przygotowuję jedzenie. Po godzinie-półtorej wstaje i szykujemy się na kolejny spacer. Ok. 21-22 wychodzimy jeszcze na co najmniej 30-45 minut.
To dzięki niemu przynajmniej tę drugą połowę dnia spędzam w ruchu. Forsio swoje zadanie wykonuje perfekcyjnie ❤


Plany na najbliższy czas

Do idealnego planu dnia brakuje mi jednego - treningu siłowego. Moje pośladki z twardego kamienia stały się mięciutką podusią... A tego nie lubię! Tak więc wdrażam plan treningowy. Mało ambitny, bo nie chcę zawalić wszystkiego od początku. 3 dni w tygodniu, koncentracja na pośladkach i plecach, bo na tym zależy mi najbardziej.
Za 1,5 miesiąca natomiast, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ruszam ze splitem. Trzymajcie, proszę, kciuki! Przydadzą się, bo w domu ciężej jest się zmobilizować, kiedy widzi się leniuchującego męża :P


Na koniec mam do Was prośbę. Chciałabym w miarę regularnie publikować tutaj posty, ale potrzebuję Waszej opinii zarówno na temat bloga, jak i mediów społecznościowych. Wobec tego proszę Was o wypełnienie poniższej ankiety. Obowiązkowe są tylko pola z gwiazdką. Ostatnie zostawiam na uwagi, które chcecie zostawić anonimowo, nie w komentarzach.


Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama