20 listopada 2017

5 zdrowych nawyków, które możesz wprowadzić już dziś


Bycie fit nie jest łatwe, jeśli nie masz naprawdę silnej motywacji do zmiany swoich przyzwyczajeń. Sama dobitnie się o tym przekonałam. I choć wiele autorytetów sugeruje odcięcie się od "złej strony mocy" z dnia na dzień, nie zgadzam się z nimi. Jeśli jesteś duszą towarzystwa, całe dnie spędzasz w biegu albo jesteś uzależniony od Coca-coli, czekolady, McDonald'sa, chipsów i paru innych rzeczy - metoda "wszystko albo nic" nie zadziała.

Dlatego proponuję Ci zacząć metodą małych kroków. Przedstawiam Ci pięć nawyków, które możesz wprowadzić już dziś bez żadnych wyrzeczeń. Kiedy zobaczysz pierwsze efekty, z pewnością zachęcą Cię one do podejmowania dalszych kroków na drodze do zdrowszego życia.

Picie wody z cytryną

O dobrym wpływie wody z cytryną mówi się od dawna. Szklanka ciepłej wody z cytryną wypita na czczo pobudza układ trawienny do pracy, gwarantując dobry początek dnia.
Woda z cytryną pita w ciągu dnia również jest dobrym pomysłem. Działa bowiem odkwaszająco na organizm, a olejki eteryczne zawarte w skórce cytryny poprawiają trawienie.


Chrup marchewkę!


Marchew jest warzywem, które w 100 gramach ma jedynie 41 kcal, więc zdecydowanie wpisuje się w definicję "dietetycznego". W związku z tym jej chrupanie nie powinno być przyczyną wyrzutów sumienia. 
Dlaczego marchew? Poza ogromną dawką witaminy A, która odpowiada m.in. za skórę, włosy, paznokcie i dobry wzrok, marchew daje uczucie sytości na długo.

Stretching pod prysznicem

Kto nie lubi stać pod strumieniem ciepłej wody? Prysznic sam w sobie pozwala się zrelaksować, a ciepła woda rozluźnia mięśnie. Dlaczego by więc tego nie wykorzystać? Niezależnie od tego, czy bierzesz prysznic rano, czy wieczorem - rozciągaj się w jego trakcie! Rozgrzane mięśnie bardziej poddają się stretchingowi, a on sam sprawi, że przepływ krwi będzie lepszy, a co za tym idzie - mózg będzie lepiej dotleniony.

Plank na płaski brzuch

Plank, czyli deska, to ćwiczenie, które możesz wykonywać dosłownie wszędzie i nie potrzebujesz do niego żadnego sprzętu ani specjalnego obuwia. Dlaczego by więc nie robić go wszędzie? Wyznacz sobie godzinę (lub kilka godzin), o której każdego dnia będziesz robić plank. Zacznij od 30 sekund, pilnując techniki i idealnie prostej linii ciała, stopniowo wydłużając czas. Dzięki temu już po kilku tygodniach zauważysz wyraźnie bardziej płaski brzuch.
Co powiesz na dzisiaj, godzinę 15:00? :)

Zrelaksuj się


Po pracy/uczelni/szkole umów się do masażysty, włącz nowy serial, otocz się ulubionym zapachem i pójdź wcześniej spać. Takie małe przyjemności pozwolą na obniżenie poziomu stresu i zmniejszenie produkcji kortyzolu odpowiedzialnego za odkładanie się tkanki tłuszczowej i wpływającego negatywnie na Twój nastrój.


Te wszystkie punkty pozwoliły mi na - w końcu udany - powrót do zdrowego stylu życia. Jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, do tej piątki doszły kolejne postanowienia, a metoda małych kroków i powolnego ich wdrażania pozwoliła mi na niezapominanie o tych bazowych.

Mam nadzieję, że i Tobie te wskazówki pomogą. Daj znać, czy podejmiesz wyzwanie! 
Czytaj dalej...

18 listopada 2017

Buty do biegania z Lidla - moja opinia


Wiecie doskonale, że nie jestem wytrawną biegaczką, a ja wiem, że większość z Was nie jest wytrawnymi biegaczami. Każde z nas jednak lubi raz na jakiś czas założyć buty biegowe i pobiec przed siebie. I jeśli to "raz na jakiś czas" zdarza się częściej niż co tydzień, to zapewne nikt nie zastanawia się nad butami za kilka dyszek. Ale jeśli takie zrywy nie występują częściej niż kilka razy do roku, to z całą pewnością warto rozważyć propozycje Lidla.

Czy buty do biegania z Lidla są dobre?


Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Moim zdaniem są średnie, a mam porównanie do 3 innych modeli z wyższej półki. Buty do biegania, które oferuje Lidl, są przede wszystkim sztywne, co w moim przypadku rzutowało na częstsze otarcia pięt i palców. Nie chcę jednak, żebyście pomyśleli, że każde bieganie kończyło się bólem, bo tak zdecydowanie nie było. Po prostu nigdy nie miałam takich przygód z butami New Balance czy Nike.
Buty do biegania z Lidla są również cięższe od innych używanych przeze mnie modeli. Nie jest to kolosalna różnica, ale da się jednak odczuć.
Sztywność cholewki i ciężar to jedyne wady, które ja, jako niedzielny biegacz, zauważam. A plusy?


Pierwszą z zalet butów biegowych Crivit jest niewątpliwie ich cena. Zazwyczaj można je nabyć już za 69-79 zł, co jest kwotą co najmniej trzykrotnie niższą niż ta oferowana przez popularne marki sportowe. Cena niewątpliwie jest kusząca i uważam, że jej stosunek do jakości jest adekwatny.
Buty do biegania oferowane przez Lidl mają również dobrą amortyzację. Podeszwa nie jest z całą pewnością odlana z kiepskiej jakości gumy, bo czuć, że ta amortyzacja istnieje nie tylko na papierze. Truskawką ( ;) ) na torcie niech będzie fakt, że jeśli chodzi o miejskie bieganie po chodnikach, asfalcie i granitowych płytach, każda jedna para butów z Lidla, poza jesienno-zimowymi (widoczne na zdjęciach), góruje w moim rankingu butów biegowych. Stawiając z impetem stopę nie czuję tępego uderzenia nią o chodnik, a stonowane, spowolnione osiadanie na nim.

Buty do biegania z Lidla - czy warto?

Czy warto więc kupić bity z Lidla? Tak jak napisałam we wstępie, wszystko zależy od Twojego celu i planów. Jeśli mają to być Twoje kolejne buty do codziennego biegania, bo poprzednie Nike właśnie skończyły swój żywot - nawet o tym nie myśl. Natomiast jeśli bieganie jest tylko dodatkiem do codziennej aktywności albo dopiero zaczynasz i chcesz sprawdzić, czy to sport dla Ciebie - buty do biegania z Lidla będą bardzo dobrym wyborem.


A jaka jest Wasza opinia na ich temat? Czy według Was niska cena jest zaletą, czy czynnikiem, który jednak odstrasza? Podzielcie się Waszym zdaniem w komentarzach.

Biegniemy! 😃

Czytaj dalej...

12 listopada 2017

Back on track!



Tak, wiem - znowu piszę to samo. Znowu wzięłam się w garść, znowu wracam do fit życia. Ale tym razem nie liczę na cud i nie mam słomianego zapału. Tym razem już jestem na jedynej właściwej ścieżce. Od 5 tygodni regularnie, co najmniej 4 razy w tygodniu, ćwiczę. Od 3 miesięcy odżywiam się zdrowo. W ciągu ostatniego miesiąca straciłam łącznie niemalże 30 centymetrów w obwodach. I czuję się rewelacyjnie!

Jak znaleźć motywację do ćwiczeń?

Nie było mi trudno wrócić do zdrowego odżywiania. Wystarczyło, że przejrzałam swój zakurzony Instagram i nagle zapragnęłam jeść te wszystkie cudowne posiłki, które kiedyś przyrządzałam z radością.

Inaczej sprawa wyglądała z treningami. Nie mogłam się do nich zmotywować, nawet mimo tego, że moja waga już dawno osiągnęła poziom krytyczny. Wymówką był brak czasu, którego od momentu pojawienia się Foresta w moim życiu faktycznie nie ma zbyt wiele, ale udało mi się w końcu na dobre zorganizować.
Punktem zwrotnym był moment, w którym próbowałam dopiąć moją poprawinową sukienkę, a zamek zatrzymał się po kilku centymetrach. Sukienka jest piękna i ją uwielbiam, więc miałam trzy wyjścia: dopiąć ja na siłę (co graniczyłoby z cudem) i wyglądać jak baleron, poszerzyć ją (co na pewno nie wyszłoby jej na dobre) albo wrócić do figury sprzed 2 lat. Jedynym rozsądnym wyjściem było to ostatnie. I tak oto jestem - zmotywowana, pełna zapału i mniejsza o 28,5 cm 

Jak szybko schudnąć?

Jak wiadomo - dieta to 70% sukcesu. W moim przypadku sama zmiana odżywiania nie dała zbyt wiele, ale przemyślane, regularne posiłki w połączeniu z aktywnością fizyczną - i owszem.
Przed zmianą jadałam 2-3 posiłki dziennie. Wszystkie w pracy - czyli do godziny 16, a w praktyce 14. To nie mogło się udać. Pierwszym małym krokiem było więc wprowadzenie jednego posiłku po południu, a następnie kolejnego po treningu. To dało pierwsze małe efekty.

Później odkurzyłam sztangę i hantle. Zaczęłam robić FBW, ale nie było to tak satysfakcjonujące jak... (sama nie wierzę, że to piszę) Skalpel Ewy Chodakowskiej! W tym momencie to mój główny trening, który pozwolił mi na ujędrnienie brzucha, wyszczuplenie nóg i podniesienie pośladków. Wykonuję go 3 razy w tygodniu, dodając jeden albo dwa treningi siłowe. Póki co taki zestaw jest dla mnie najlepszy pod względem efektów wizualnych.

Obecnie staram się jeszcze bardziej "uzdrowić" moje posiłki. W tej chwili średnio 3,5/5 są zdrowe, ale dążę do całkowitego sukcesu. Wiem, że kiedy odpowiednio zbilansuję dietę, efekty będą pojawiać się jeszcze szybciej.
Czytaj dalej...

21 maja 2017

Kontuzja mnie zatrzymała, ale nie pokonała. Wracam do gry!


Zapewne zauważyliście, że 2 miesiące temu przestałam publikować na swoim fanpage treningi, które z założenia miały pojawiać się kilka razy w tygodniu. Niestety dostałam kolejną kłodę pod nogi (chociaż raczej powinnam napisać: "kłodą w nerki"), która na ten okres wykluczyła mnie z treningów. Obecnie od tygodnia jest już wszystko w porządku, także wracam do gry! :)

Wszystko zaczęło się od tego, że dzień po ostatnim treningu pobolewały mnie plecy. Jako że robiłam akurat martwe ciągi, to wcale mnie to nie zdziwiło i wzięłam to za DOMSy. Z dnia na dzień było jednak coraz gorzej, a kiedy ból utrzymywał się nadal 4. dnia, wiedziałam że to nie DOMSy. Zaczęłam podejrzewać naderwanie bądź zerwanie ścięgien albo co gorsza problemy z kręgosłupem.
Nie mogłam się schylać, kaszleć, kichać, śmiać się, wsiadać i wysiadać z auta, wstawać z łóżka i od komputer w pracy, a bywały i takie dni, że najdrobniejszy ruch, który wymagał chociażby drgnięcia bioder, (jak chociażby poprawienie się na łóżku) wywoływał ból, przy którym krzyczałam i płakałam. W efekcie tego kiedy już musiałam chodzić albo siedzieć, wyglądałam jakbym połknęła kij od miotły ;) W każdym razie nie było mowy o treningach.

Po miesiącu przeżywania bólu o różnym nasileniu i w różnych sytuacjach pomyślałam o nerkach. Zaczęłam więcej pić i jeść większe ilości warzyw. Ból minął. I wrócił po dwóch dniach, kiedy zaczęłam wypijać znowu po niecałym litrze dziennie. Miałam już pewność co do zapalenia nerek, co potwierdził znajomy lekarz.
Od 1,5 tygodnia biorę leki, a od tygodnia nie czuję bólu. W końcu! Dlatego też od dziś wracam z treningami, chociaż powiem szczerze, że trochę boję się znowu porwać na deadlifty, mimo że to nie ich wina.
Lada dzień chcę również wrócić na siłownię, bo domowe treningi i Forest zdecydowanie nie idą ze sobą w parze ;) Aczkolwiek przez kilka kolejnych dni będę mimo wszystko uskuteczniać treningi w domu - żeby przypomnieć sobie technikę i przygotować mięśnie. Równocześnie z powrotem na siłownię wdrożę plan treningu obwodowego, chociaż moje serce należy do splitów i boję się, że nie wytrzymam przy obwodach więcej niż 4 tygodnie :P Mam jednak nadzieję, że rozum wygra z sercem.

I tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam. Muszę znaleźć sobie jakiś siłowniany outfit na moje nowe (niestety większe) wymiary :P
Czytaj dalej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Reklama